fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Banki

Trybunał bankom nie zaszkodzi?

Bloomberg
Według PKO BP opinia rzecznika TSUE nie zwiększa ryzyka prawnego w sprawach z frankowiczami. Trzeba jeszcze poczekać na polskie sądy.

Rzecznik generalny Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał sprzyjające klientom orzeczenie. Nie należy się jednak spodziewać gwałtownej zmiany wyroków na korzyść klientów.

Ustawa frankowa znika z Sejmu

Decyzja prokliencka

– Analizujemy opinię. W tej chwili uważamy, że nie wpływa ona na ocenę ryzyka prawnego w sprawach sądowych prowadzonych z inicjatywy naszych klientów frankowych, których jest 1030. Uważamy, że ocena ryzyka prawnego będzie zależeć od tego, w jaki sposób opinia będzie stosowana przez polskie sądy – mówi Rafał Kozłowski, wiceprezes PKO Banku Polskiego.

Zwraca uwagę, że PKO BP udzielał głównie kredytów denominowanych w walutach obcych, a opinia rzecznika dotyczy kredytów indeksowanych do waluty, czyli wyrażonych w złotych, których wartość spłaty ustalana była w ramach klauzuli indeksacyjnej. W PKO BP tych pierwszych jest ok. 90 proc., pozostała część to efekt przejęcia Nordei. W całym sektorze również większość stanowią te denominowane.

Zdaniem Andrzeja Powierży, analityka DM Citi Handlowego, niebezpieczna dla sektora spirala może polegać na tym, że zwiększa się nagłośnienie sprawy frankowej. – Wprawdzie orzeczenie rzecznika TSUE jest prokonsumenckie, ale nie zmienia istotnie obrazu gry. Nie spowoduje, że po orzeczeniu Trybunału sprawy kredytów frankowych w Polsce będą rozstrzygane przez nasze sądy diametralnie odmiennie w porównaniu z dotychczasowym orzecznictwem. Już dzisiaj jednak frankowicze coraz częściej wygrywają sprawy sądowe i z czasem będzie więcej prawomocnych orzeczeń, co może spowodować, że więcej klientów będzie wnosić nowe sprawy – dodaje.

W jego ocenie wydźwięk opinii rzecznika nie jest jednoznaczny, bo daje ona pewną szansę bankom. TSUE zwykł rozróżniać klauzule dotyczące spreadów, czyli stosowania przez banki różnych kursów walutowych przy udzielaniu i spłacie kredytu, oraz klauzule ryzyka walutowego, czyli mówiące o tym, że wartość spłaty kredytu jest uzależniona od kursu waluty obcej.

Nie tylko język

– Te drugie uznawał za dotyczące głównego przedmiotu umowy, a takie klauzule podlegają ocenie sądu pod kątem ich abuzywności jedynie, gdy nie zostały wyrażone prostym i zrozumiałym językiem – tłumaczy Powierża. – Na ogół polskie sądy uważają, że „klauzula walutowa" nie dotyczy głównego przedmiotu umowy, i uznają za klauzulę niedozwoloną bez analizy, czy jest wyrażona niejasno. Gdyby polskie sądy poszły tokiem rozumowania TSUE, to jeśli bank odpowiednio jasno i wyraźnie poinformował klienta, że wysokość kredytu jest uzależniona od kursu waluty, to sąd nie będzie mógł uznać takiej klauzuli za niedozwoloną, co dla banków byłoby korzystne – dodaje.

Dowiedzenie jasności zapisu może być trudne, bo nie chodzi tylko o język, ale i o to, czy klient mógł przewidzieć ekonomiczne skutki umowy kredytowej. Co ciekawe, w 2006 r. NBP w rekomendacji S zalecał bankom, by informując klienta o ryzyku, wyjaśniały, jakie byłyby koszty obsługi kredytu, gdyby złoty osłabił się o 20 proc., co klient mógłby odczytać jako osłabienie maksymalne.

Ze stanowiska rzecznika TSUE wynika, że niedopuszczalną praktyką jest uzupełnianie, wbrew woli konsumenta, abuzywnych postanowień dotyczących waloryzacji (indeksacji) np. postanowieniami odwołującymi się do średniego kursu walut w NBP. Nie możemy w umowie kredytu walutowego zastosować ogólnych przepisów, a to utrudnia znalezienie podstawy prawnej, by zastąpić kurs z tabeli banku kursem NBP.

– Zostają więc dwie możliwości. Pierwsza zakłada, że kredyt uznajemy za złotowy z oprocentowaniem na bazie LIBOR (w przypadku kredytów indeksowanych do waluty). W drugiej przyjmujemy, że nie doszło do zawarcia umowy lub jest nieważna (gdy kredyt był denominowany). Obie sytuacje to dla banków spore straty, bo pierwsza oznacza przewalutowanie po kursie z dnia udzielenia, co samo w sobie oznacza stratę, a do tego oprocentowanie byłoby bardzo niskie. Drugi przypadek jest podobny, ale konsekwencje mniej przewidywalne. Klient musiałby zwrócić kwotę, którą bank mu wypłacił w momencie udzielenia kredytu, który został uznany za „bezprawnie" udzielony, a bank zwróciłby kwoty płacone jako raty. Ale pojawiają się dwa pytania: czy klient powinien zapłacić za korzystanie z tego kapitału przez lata oraz czy roszczenie banku o zwrot się nie przedawniło – mówi Powierża.

Sprawa dotyczy 466 tys. czynnych mieszkaniowych kredytów frankowych o wartości 105 mld zł, które ma 812 tys. osób. Spłacane są wciąż dobrze, nawet nieco lepiej niż złotowe.

PKO BP optymistyczny, ale i ostrożny

– Nowe cele finansowe będziemy mogli podać w trzecim kwartale. Jest to związane z sytuacją na polskim rynku, bo są dwa istotne zagrożenia dla stabilności sektora. Sytuacja związana z tymi zagrożeniami powinna się wyjaśnić w najbliższych miesiącach i po wakacjach możemy pokazać nowe cele – mówi Zbigniew Jagiełło, prezes PKO BP. Chodzi o Getin Noble i Idea Bank, które w listopadzie przeszły kryzys płynnościowy po aferze taśmowej KNF, a niedawno raportowały słabe wyniki za cały 2018 r. Szczególnie Idea Bank, który dokonał wielkich odpisów i rezerw, co uderzyło w jego kapitały, i ma teraz krytycznie niski współczynnik wypłacalności. Druga sprawa to ustawa frankowa, nad którą prace jednak ostatnio wyhamowały po gwałtownym, ale chwilowym, przyśpieszeniu na początku tego roku. – Będziemy kontynuowali dobrą passę w tym roku i mam nadzieję, że w kolejnych kwartałach będziemy pokazywali dobre i bardzo dobre wyniki – mówi Jagiełło. Ocenia, że w kolejnych kwartałach bank powinien osiągać ponad 1 mld zł zysku netto, zakładając brak negatywnych zdarzeń jednorazowych. Wprawdzie w I kwartale wypracował „tylko" 862 mln zł (o 14 proc. więcej niż rok temu), czyli mniej niż ponad 1 mld zł, jak w poprzednich dwóch kwartałach, ale zadecydował o tym skokowy wzrost składek na Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Gdyby nie to, zysk sięgnąłby ponad 1 mld zł. Analitycy bardzo dobrze ocenili wyniki PKO BP. – Wzrost zysku o 14 proc. przy spadku wyniku sektora o około 20 proc. wygląda dobrze, choć PKO BP pomogły nieco zdarzenia jednorazowe. Gdybym miał się doszukiwać gorszych informacji, wskazałbym na ok. 6-proc. wzrost sprzedaży kredytów gotówkowych, czyli wolniejszy niż w mBanku i Millennium, gdzie sięgał on 20 proc. – mówi Mateusz Krupa, analityk Erste.

Maciej Marcinowski analityk, Trigon DM

Ryzyko uchwalenia ustawy frankowej przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi oddala się. Nie wygląda na to, aby politycy byli do niej przekonani, co było już widać podczas prac w komisji sejmowej. Do tego dochodzi kwestia stabilności sektora bankowego. Idea Bank jest w bardzo trudnej sytuacji, choć nie ma franków, to generuje ryzyko dodatkowych obciążeń dla sektora. Powstaje pytanie, czy w takich warunkach dociążanie banków kosztami ustawy frankowej byłoby rozsądne.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA