fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Nizinkiewicz: Opozycja niczym wunderwaffe Prawa i Sprawiedliwości

Fotorzepa/ Jerzy Dudek
Gdyby Zjednoczona Prawica jednoczyła się tak jak PO z PSL i SLD, to partia Jarosława Kaczyńskiego kolejne cztery lata trwałaby w opozycji.

– Gdybyście mieli się podzielić, zastanówcie się trzy razy – takie słowa Donald Tusk kierował do opozycji przed wyborami parlamentarnymi. Liderzy opozycji zastanawiali się przez ostatnie miesiące więcej niż trzy razy i szefa Rady Europejskiej nie posłuchali. Do wyborów idą podzieleni, w co najmniej trzech blokach. PO markuje zjednoczenie opozycji, jednocząc się z Nowoczesną, Inicjatywą Polską i KOD oraz samorządowcami pod szyldem Koalicja Obywatelska. PSL dumnie ogłasza się Koalicją Polską, mimo że wciąż nie wiadomo, kto konkretnie wejdzie w jej skład. SLD zostało wypchnięte przez PO z KO po tym, jak ludowcy zdecydowali się w niej nie uczestniczyć. I tak PO oskarża PSL o cichą współpracę z PiS, szef SLD atakuje lidera Platformy, a prezes ludowców mówi o kłótni w lewicowej rodzinie, wskazując na SLD i... Platformę.

Walczące ze sobą ugrupowania opozycyjne to prezent dla PiS. Jarosław Kaczyński dawno temu zrozumiał, że musi szukać porozumienia, żeby rządzić. Potrafił znaleźć wspólny język z Samoobroną, mimo że wcześniej atakował Andrzeja Leppera. Również z LPR Romana Giertycha prezes Kaczyński potrafił współpracować, współtworząc rząd. Po latach wyciągnął rękę do tych, którzy go zdradzili i odeszli z PiS. Zbigniew Ziobro, tworząc Solidarną Polskę, mówił, że Jarosław Kaczyński upokarzał ludzi, kierownictwu PiS wytykał osoby związane z PZPR. Mimo to prezes potrafił zapomnieć o dzielących słowach i stworzyli wspólne listy wyborcze. Podobnie było z Jarosławem Gowinem, który mówił, że „program PiS to socjalizm w czystej postaci". Byłemu politykowi PO nie przeszkadza współrządzić z ugrupowaniem, które „funduje czerwoną wyspę socjalizmu". Kaczyński wybaczył swoim oponentom.

Przeczytaj też komentarz Michała Szułdrzyńskiego: Po decyzji PO opozycja zaczyna od początku

Grzegorz Schetyna nie bierze przykładu z Jarosława Kaczyńskiego. Zbudował koalicję na wybory europejskie, ale nie na tyle szeroką, żeby wygrać wybory. Dobry wynik nie ma znaczenia, jeśli daje przegraną. Liderowi PO nie udało się utrzymać zjednoczonej opozycji przy życiu. Od Platformy odwrócili się ludowcy. PO odwróciła się od SLD. Wyborcy mogą odwrócić się podzielonej opozycji. Miesiące negocjacji, rozmów, zapowiedzi opozycja zakończyła wzajemnymi atakami. Na podziale może zyskać PSL, odradzając się dzięki konserwatywnym wyborcom rozczarowanym PO i odzyskując część swoich zwolenników, którzy postawili w wyborach europejskich na PiS. Elektorat lewicowy będzie miał koalicję „Lewica", więc nie postawi na PO jako „nową lewicę", jak mówi o niej Władysław Kosiniak-Kamysz. Nawet jeśli ludowcy i lewica zyskają, to głównie kosztem PO. „Szóstka Schetyny" nie okazała się równie elektryzującym programem jak 500+ czy „piątka Kaczyńskiego". Kolejne afery wokół PiS i ataki na rządzących jeszcze bardziej impregnują władzę. Prezydent wciąż nie ogłosił daty wyborów, a krótka kampania wyborcza może sprzyjać tylko PiS. Opozycja potrzebuje po wakacjach nowego, wysokooktanowego paliwa, żeby nie dojechać sumarycznie do mety znowu z dobrym wynikiem, ale jako druga. Nie wiadomo, co miałoby nim być.

Jedno jest dzisiaj pewne, opozycja swoimi decyzjami walczy o większość konstytucyjną PiS. I to jest jedyny „sukces", jaki może odnieść jesienią.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA