Ogłoszenie przez Grzegorza Schetynę, że Koalicja Obywatelska wystartuje bez PSL i SLD to swego rodzaju punkt zero w polityce polskiej opozycji. Idea budowy jednej listy anty-PiS od centrum po lewicę ostatecznie została pogrzebana.
Zerwanie przez PO rozmów z SLD to dla PSL kłopot. Sensem samodzielnego startu ludowców, było twierdzenie, że budują nowe centrum, w sytuacji, w której PO skręca w lewo. Jeśli jednak PO idzie w węższym sojuszu cetntrowo-liberalnym, te partia Schetyny i ludowcy będą konkurować o część tego samego elektoratu. Lider PSL Władysław Kosiniak Kamysz ma rację, gdy twierdzi, że zaprezentowany w ubiegły tydzień przez PO program przesunął tę partię w lewo. Ale z drugiej strony samobójstwem Schetyny byłoby, gdyby zupełnie sobie odpuścił konserwatywną flankę. Inna rzecz, czy walka o centrowego czy konserwatywnego wyborcę przez PO będzie wiarygodna w sytuacji, gdy np. prezydent Warszawy przeprowadza w stolicy eksperyment z bardzo progresywną agendą. Tak bardzo progresywną, że osoby takie jak Aleksander Hall ogłaszają, że trzymają kciuki za PSL i w nim upatrują nadziei dla niepisowskiej konserwatywnej prawicy.