fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Dąbrowska: Polityka jak zwykle – już nie istnieje

Fotorzepa/Jerzy Dudek
Nie ma już zwykłego parlamentu, zwykłych głosowań, debat, posiedzeń komisji, poprawek, projektów, zebrań klubów. Ale prezes PiS tego nie rozumie.

Nie wiem, po co Jarosław Kaczyński wyszedł na mównicę sejmową w poniedziałek, przed głosowaniem w sprawie wyborów korespondencyjnych, i chyba nikt nie jest w stanie tego sensownie wytłumaczyć. Mówił coś o Trybunale Konstytucyjnym, wypominał Platformie Obywatelskiej, że „to ona zaczęła", dowodził, że ma rację... I wydał mi się postacią przynależną do kanonu rosyjskiej literatury – pół śmieszną, a pół tragiczną. Czy naprawdę to właśnie chciał powiedzieć ludziom siedzącym w domach i zerkającym w telewizor? Teraz, kiedy tak wiele się zmieniło?

Przecież żartobliwy przydomek „prezesa Polski", którego używają nawet posłowie PiS, powinien zobowiązywać do czegoś. Nie wolno zbierać w jednym ręku tak wiele władzy – bez żadnej odpowiedzialności. A Jarosław Kaczyński zachowuje się tak, jakby to wszystko, co dzieje się w sferze publicznej, zupełnie go nie interesowało. Tylko wybory, tylko partia i życie, jakie pędził do teraz. Prezes toczy przeszłe wojny, starannie pielęgnuje stare urazy, zanurza się w przebrzmiałych sporach. Pewnie śni po nocach o złym Michniku i wyrzuceniu przez Wałęsę z Belwederu.

A wszystko to już nie jest ważne dla obywateli. O ile przedtem wsłuchiwała się w te spory armia wiernych zwolenników, o tyle teraz słowa Kaczyńskiego o tym, kto był winien, że zaorano Trybunał Konstytucyjny, wydają się bajką o Żelaznym Wilku. Tym bardziej że prezes PiS wypowiedział je tuż przed najważniejszym w tych dniach głosowaniem, dotyczącym fundamentalnej zmiany w sposobie wyboru prezydenta – ze względu na pandemię. Jaki sens ma udawanie, że „nic się nie stało, Polacy", wszystko jest normalnie, wybieramy sobie nowego sędziego TK, mamy do tego prawo, moralną rację, i co nam zrobicie? No jaki to ma sens?

Ten zbyt wielki dystans do rzeczywistości i uczuć obywateli może być naprawdę groźny. Bo za błędy polityczne w takim czasie, w czasie koronawirusa, płaci się zdrowiem i życiem. I jak politycy w takim czasie nieprawidłowo definiują świat, to płacą za to zwykli ludzie, i to słono.

Czy prezes zrozumie, że skończył się chwilowo czas „politics as usual"? Takiej, jaka nami rządzi codziennie od zbyt wielu lat: kto kogo przechytrzy, oszwabi i głośniej krzyknie „łapać złodzieja", trzymając w ręku cudzy portfel. Polityka jak zwykle – złej jakości, rozumiana linearnie, jako suma politycznych łupów, zegarków, spółek Skarbu Państwa i innych fruktów. Polityka, której obywatele nie lubią, a o tych, którzy ją robią, mówią „oni".

A przecież ten czas można by – bez straty wizerunkowej – taktownie i w dobrej wierze wykorzystać. Stać się ojcem narodu, zatroszczyć się, zadzwonić do organizacji społecznych, zapisać do grupy pomocowej w mediach społecznościowych, dołączyć do ratowania choćby koni w zagrożonej upadkiem fundacji, jeśli ludzi nie lubi się za bardzo. Takich pomysłów jednak nie ma. Tylko polityka, wybory, „to my mieliśmy rację"...

I księżycowe pomysły, które mają pomóc w utrzymaniu władzy. Np. taki, żeby Poczta Polska przygotowywała się do głosowania korespondencyjnego, mimo że nie ma w tej sprawie ustawy. Albo żebyśmy wszyscy poszli do wyborów 10 maja. Może chociaż jedno dobre słowo?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA