fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Tomasz Krzyżak: Potyczka komisji z biskupami

Błażej Kmieciak
Szef komisji ds. pedofilii Błażej Kmieciak chce od biskupów „konkretów”
EAST NEWS, Piotr Molecki
Hierarchowie mają twardy orzech do zgryzienia. Jak odpowiedzieć i nie być posądzanym o uniki.

Do sądów biskupich dotarło już pismo państwowej komisji ds. pedofilii w sprawie udostępnienia jej dokumentów z postępowań kanonicznych księży, którzy mieli wykorzystywać seksualnie dzieci. Prośbę o wydanie dokumentów komisja podpiera reskryptem Franciszka o zniesieniu sekretu papieskiego w tych sprawach z 2019 r. oraz ustawą o utworzeniu komisji (także z roku 2019). Dokładniej zaś art. 2, par. 2, pkt 2–3 tejże ustawy. Punkty te mówią, że zadaniem komisji jest „badanie sposobu reagowania organów państwa, organizacji i podmiotów oraz osób prywatnych w zakresie wyjaśniania przypadków nadużyć seksualnych, w tym ustalenie przypadków niezawiadomienia właściwego organu o podejrzeniu popełnienia nadużycia seksualnego", a także „identyfikacja problemów", które pojawiają się przy ściganiu tego typu przestępstw oraz karaniu ich sprawców.

Co ciekawe, komisja nie żąda oryginałów dokumentów (taka informacja pojawiła się w jej komunikacie w ub. tygodniu) – zadowoli się kopiami. Być może dotarły do niej argumenty, że wydanie oryginałów może sparaliżować toczące się postępowania, bo komisja chce materiałów z postępowań prowadzonych od początku 2000 r. „do dziś".

Wystąpienie komisji – jak wynika z naszych informacji – wprowadziło biskupów w lekką konsternację. Trudno się dziwić. W rozmowie z „Rz" w sierpniu ub.r. prof. Błażej Kmieciak zapewniał, że przy wyjaśnianiu spraw wykorzystywania małoletnich przez duchownych chce współpracować ze wszystkimi osobami i instytucjami w Kościele, które podejmują tę tematykę. „Myślę, że z prymasem Polakiem jako aktywnym w swej roli delegatem ds. ochrony dzieci i młodzieży będzie okazja do współdziałania" – mówił koncyliacyjnie.

Zabrakło czasu...

A jednak od listopada, czyli od czasu, gdy komisja podjęła aktywną działalność, jej członkowie zdążyli spotkać się z ks. Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim (w środę na antenie Radia ZET wiceszefowa komisji Barbara Chrobak stwierdziła, że jest z nim w stałym kontakcie), ks. prof. Andrzejem Kobylińskim z UKSW, ekspertami Centrum Ochrony Dziecka w Krakowie, ale spotkania z żadnym przedstawicielem Konferencji Episkopatu Polski nie było. Ubiegłotygodniowy komunikat komisji był zatem dla biskupów zaskoczeniem, a przewodniczący komisji jeszcze podgrzewa atmosferę. W rozmowie z „Więzią" mówi, że komisja oczekuje „w odpowiedzi konkretów, a nie uników".

...i dyplomacji

Biskupi zostali zatem postawieni pod ścianą. Odpowiedzieć trzeba, ale jak, by nie zostało to odebrane jako unik? Komisja zwraca się bowiem o dokumenty do oficjałów sądów, a ci mają w dyspozycji tylko sprawy z procesów karnych, które się w ich sądach toczyły. Jeden z oficjałów mówi „Rz", że choć w jego diecezji w minionych 20 latach było ok. dziesięciu przypadków wykorzystywania, to on ma dokumenty jedynie dwóch. Gdzie reszta? Otóż zdecydowana większość spraw jest prowadzona w trybie karno-administracyjnym. To procedura uproszczona, w której biskup powołuje swojego przedstawiciela do zbadania sprawy, a potem w oparciu o jego ustalenia wydaje wyrok w postaci dekretu. Dokumenty z tego postępowania są przechowywane nie w sądzie, lecz w kurii. A zatem adresaci listu nie do końca trafieni.

Inna sprawa to fakt, że prawo nie działa wstecz. Przewodniczący komisji w wywiadzie dla „Więzi" mówi, że bada ona ponad 2 tys. spraw, które otrzymała z wydziałów karnych sądów powszechnych. „To są sprawy zakończone, dotyczą przestępstw pedofilskich w okresie ostatnich dwóch lat" – mówi prof. Kmieciak. Dlaczego tylko dwóch ostatnich? Czyżby sądy uznały, że skoro komisja powstała we wrześniu 2019 r., to należy przekazać jej wszystko po tej dacie, a to, co zadziało się wcześniej, tylko na wniosek? Podobne stanowisko mogliby przyjąć biskupi.

Tyle że te argumenty mogą zostać odebrane jako unik wynikający np. ze strachu przed ujawnieniem materiałów, które mogą ich obciążyć. Część pewnie taki lęk ma. Inni śpią spokojnie, bo po zmianie przepisów kodeksu karnego (lipiec 2017), który obligatoryjnie nakazuje zgłaszanie podejrzeń wykorzystywania organom ścigania, odkurzyli stare teczki i dokonali zgłoszeń, choć liczne interpretacje mówią, że nie musieli.

Faktem jednak jest, że hierarchowie mają twardy orzech do zgryzienia. Z jednej strony wiedzą, że z komisją współpracować trzeba, z drugiej jednak trudno jej wystąpienie traktować jako zaproszenie do tej współpracy. Na razie – jak wynika z naszych informacji – komisja odpowiedzi z biskupich sądów nie dostanie. Hierarchowie mają się nad problemem pochylić na przyszłotygodniowym zebraniu plenarnym. Podejmą próbę wypracowania jednolitego stanowiska i dopiero wtedy komisji odpiszą.

Otwartym pozostaje pytanie, czy odpowiedź zadowoli jej członków, którzy dziś pod zewnętrzną presją usiłują pokazać, jak są twardzi. Tyle tylko, że czasem potrzebna jest odrobina dyplomacji.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA