fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

11 listopada

Krzyżak: Dobrzy narodowcy i zły kardynał

Facebook/Marsz Niepodległości, Fotorzepa, Jerzy Dudek
„Trzeba mieć bardzo dużo złej woli, żeby doszukiwać się w tym geście czegoś negatywnego. Różaniec trzeba zacisnąć w pięść, żeby go trzymać” – tak Robert Bąkiewicz, prezes Stowarzyszenia „Marsz Niepodległości” odnosił się do krytyki logo tegorocznego Marszu Niepodległości, którym jest zaciśnięta pięść opleciona różańcem i hasło „Miej w opiece Naród cały”.

Wiele osób, których opinie prezentowaliśmy m.in. na łamach „Rzeczpospolitej” widzi w tej grafice wezwanie do walki, niektórzy twierdzą wręcz, że to profanacja. Inni, że jest to wykorzystanie symbolu religijnego w doraźnej działalności politycznej. Grafika została skrytykowana m.in. przez abp. Wacława Depo, metropolitę częstochowskiego, który stwierdził, że wolałby widzieć otwartą dłoń zachęcającą do modlitwy. Organizatorzy marszu przekonują jednak, że ich intencja została źle odebrana i twierdzą, że pokazując różaniec chcą właśnie zachęcać do modlitwy za rodziny, za Ojczyznę. Chcą też oddać cześć Maryi – Królowej Polski.

Przy odrobinie dobrej woli, zapominając o różnych antysemickich, antyuchodźczych hasłach, które pojawiały się na poprzednich marszach, a które nie miały nic wspólnego z chrześcijańską miłością bliźniego, można byłoby te argumenty nawet przyjąć. Uwierzyć w zapewnienia, że w grafice idzie o formę szlachetnej walki, a sam marsz przebiegnie bez zakłóceń.

Sęk w tym, że narodowcy nie potrafią żyć bez walki, bez ataku. Ich celem stał się w minionych dniach kard. Kazimierz Nycz, który rzekomo zakazał odprawienia mszy na rozpoczęcie marszu. Miała się ona odbyć, jak informowano na stronie internetowej wydarzenia, w kościele przy pl. Zbawiciela. Jednak zły kardynał zakazał. W mediach społecznościowych poszedł hejt na metropolitę warszawskiego. Całkiem poważni komentatorzy oznajmiali, że usiłuje odciąć wiernych od mszy świętej. Kanał „Media Narodowe” wyemitował zaś godzinny wywiad z dziennikarzem Wojciechem Sumlińskim, w którym snuł on opowieść o dziwnych związkach kardynała z Bronisławem Komorowskim. Jednym słowem: spisek.

I można byłoby w niego uwierzyć, gdyby rzeczywiście kardynał Nycz wydał jakiś zakaz. Tymczasem nic takiego nie było, a narracja środowisk narodowych jest (delikatnie rzecz ujmując) wielką manipulacją.

Faktycznie do kościoła przy pl. Zbawiciela zgłosił się mężczyzna, który na 11 listopada zamówił mszę w intencji ojczyzny w rycie trydenckim. Księża intencję przyjęli. Zdziwili się, gdy na stronie internetowej Marszu Niepodległości pojawiła się informacja, że rozpocznie się on mszą odprawioną w ich kościele. Przy zamawianiu mszy nikt nie wspominał o tym ani słowem. Kapłani wysłali meila do organizatorów marszu z prośbą o usunięcie tej informacji, ci oddzwonili i dopiero wtedy wyjaśnili, że chcieli, by msza rozpoczynała Marsz Niepodległości. Duchowni poczuli się wprowadzeni w błąd. Uznając, że usiłuje się „wmontować” ich w jakąś grę odmówili odprawienia mszy w rycie trydenckim, ale samą mszę za ojczyznę odprawią (oprócz ośmiu, które każdego dnia celebrują) jako dodatkową w tym dniu o godz. 10.

Żadnej ingerencji kardynała nie było. Suwerenna decyzja proboszcza parafii, który post fatum został poinformowany w czym rzecz.

Nie jest to przypadek odosobniony. Rok temu narodowcy chcieli rozpocząć swój marsz od mszy polowej w okolicach Sejmu. Ale najpierw poinformowali o niej w mediach – warszawska kuria dowiedziała się o inicjatywie od zagranicznych dziennikarzy. Sami organizatorzy po wymagane przez Kościół pozwolenie na organizację mszy polowej przyszli do kurii dopiero w czwartek wieczorem (11 listopada wypadał w niedzielę). Zgody nie dostali. Nie przemówił argument, że do obsługi tego zgromadzenia liturgicznego nie da się zapewnić odpowiedniej ilości duchownych, m.in. z tego powodu, że księża w niedziele zajęci są pracą w parafiach. Nie dotarło, że kolejność załatwiania sprawy powinna być inna. Kto jest winien? Sprzymierzony z tajemniczymi siłami kardynał.

Teoretycznie powinniśmy do takich metod narodowców przywyknąć. Nie myślisz tak jak oni - jesteś zły. Nie podzielasz ich stylu patriotyzmu – jesteś zdrajcą. Czy manipulacje i ewidentne kłamstwa przystoją ludziom, którzy dookoła opowiadają o swoim wielkim przywiązaniu do religii, do katolickiej tradycji? Tak właśnie ma wyglądać „hartowanie cnoty męstwa w katolikach”, o których opowiada Robert Bąkiewicz?

Naprawdę trzeba mieć bardzo dużo złej woli, by winę za swoje zaniedbania przerzucać na innych i wszędzie węszyć spisek oraz szukać wroga. Na dodatek z różańcem w rękach.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA