Błażej Kmieciak: Otwórzmy kościelne archiwa!

Kwestie tuszowania przypadków pedofilii w Kościele powinny być wyjaśniane do szpiku kości- mówi Błażej Kmieciak, odchodzący przewodniczący Państwowej Komisji do spraw wyjaśniania przypadków czynności skierowanych przeciwko wolności seksualnej i obyczajności wobec małoletniego poniżej lat 15.

Publikacja: 27.03.2023 19:13

Błażej Kmieciak: Otwórzmy kościelne archiwa!

Foto: PAP/Leszek Szymański

Dlaczego zrezygnował pan z przewodniczenia Państwowej Komisji ds. Pedofilii?

Od 26 lutego mamy nowy rozdział w pracach  komisji. Zmieniła ona nie tylko swoją nazwę, ale w sposób istotny rozszerzone zostały jej kompetencje. Z organu, który był bliski instytucji ombudsmana (mam w tej roli pewne doświadczenie zawodowe rzecznika praw), staje się quasisądem - pierwszoinstancyjnym organem orzeczniczym. W tym organie przewodniczący będzie odgrywać niezwykle istotną rolę kierunkową. To będzie osoba, która będzie gospodarzem postępowań, będzie nadawać im ton.

Do 26 lutego szczególny nacisk kładliśmy na sprawy indywidualne, sprawy systemowe, co dla mnie, jako dla socjologa prawa, teoretyka prawa i pedagoga specjalnego, jest bliskie i niezwykle istotne. W tym obszarze będą nadal działał. Ale ten element przewodniczącego, jako głowy postępowań wyjaśniających, odgrywać będzie szczególne znaczenie i osoba z kompetencjami proceduralnymi, procesowymi i prawniczymi jest niezwykle potrzebna.

Nowe przepisy nie pozwalają panu, jako przewodniczącemu, w odpowiedni sposób dochodzić prawdy i chronić małoletnich ofiar pedofilii?

Tu nie chodzi o to, że mi nie pozwala. Formalnie nie ma przeszkody, żeby na przykład magister inżynier budownictwa był przewodniczącym komisji. Jest i taka możliwość, ale chodzi o pewnego rodzaju odpowiedzialność.

Kiedyś jeden ze skrzywdzonych ludzi dowiedział się w sądzie, że jego sprawa już nie będzie prowadzona, ponieważ uległa przedawnieniu. Sprawca się przyznał, wszystko było jasne, ale sąd powiedział, że ktoś pomylił się w dacie. I ten człowiek powiedział wprost, że państwo „napluło mu w twarz”. Ja nie zajmuję się zawodowo np. pełnomocnictwem czy sądzeniem, więc nie mogę wziąć na siebie odpowiedzialności za prowadzenie tak skomplikowanych postępowań, które mamy w tej materii. To musi być osoba, która ma doświadczenie w którymś z tych  kierunków. Np. jak najbardziej konieczne będzie wchodzenie w dyskusje z pełnomocnikami  i dlatego prawnik, osoba, która posiada doświadczenie w postępowaniach sądowych, jest tu rzeczywiście bardzo ważną postacią.

Czytaj więcej

Błażej Kmieciak rezygnuje z przewodniczenia komisji ds. pedofilii

Na ile jest pan zadowolony z dokonań komisji pod pana przewodnictwem?

Z mojej osobistej perspektywy największym dokonaniem jest to, że znam osoby skrzywdzone i że osoby skrzywdzone pozwoliły mi na to, żebym je troszeczkę poznał; że pozwoliły mi na to, żebym mógł je słuchać. Po mojej decyzji te osoby do mnie się odezwały i mogę z nimi rozmawiać, nie jestem dla nich jakimś anonimowym urzędnikiem, który gdzieś tam w Warszawie sobie funkcjonuje, za taką czy inną pensję, na takim czy innym stanowisku.

Z perspektywy instytucjonalnej uważam, że największym dokonaniem całej komisji, nie tylko moim, jest to, iż możemy dzisiaj być uczestnikiem debaty fundamentalnie ważnej, dotyczącej bezpieczeństwa dzieci, dotyczącej praw osób skrzywdzonych i dotyczącej zadośćuczynienia tym osobom. Nie ma dzisiaj dyskusji dotyczącej wykorzystania seksualnego dzieci, prewencji wykorzystania seksualnego, bez Państwowej Komisji.

Ja nie odchodzę z komisji. Zawsze będę mówić, że w momencie, kiedy pozna się historię ludzi skrzywdzonych, człowiek już nie jest taki sam. I ja nie chcę być taki sam, jak wcześniej, bo chcę dalej upominać się o prawa dzieci, które są skrzywdzone, i o sprawiedliwość, której te osoby mają prawo doświadczyć.

W rozmowie z „Rzeczpospolitą” mówił pan niedawno, że „ustawodawca powinien zmienić przepisy i opisać nowy typ przestępstwa, polegający na działaniu w kierunku ujawnienia informacji o ofiarach przestępstw seksualnych”. To było po sprawie syna posłanki Filiks. Czy pan uważa, że za ujawnienie tych informacji, które pozwalały zidentyfikować ofiarę pedofilii, powinna być kara?

Na pewno nie powinno to być tylko jakimś domniemaniem naruszenia norm etycznych. My skierowaliśmy do Rady Etyki Mediów sprawę tego całego potwornego zdarzenia, które miało miejsce pod koniec grudnia. Jasno wskazaliśmy na naruszenie standardów etycznych zawodu dziennikarza, natomiast trudniej nam było wskazać pewne normy prawne i wydaje się, że rzeczywiście dzisiaj bardzo poważnie powinna być brana pod uwagę dyskusja dotycząca ochrony osób skrzywdzonych w przestrzeni medialnej, która dzisiaj przecież nie ma granic. Podobna debata miała miejsce kiedyś, gdy mowa była o sposobie informowania przez media o kryzysach psychicznych, na przykład o próbach samobójczych.

Czytaj więcej

Prof. Kmieciak po sprawie syna posłanki Filiks: Trzeba zmienić prawo

Dziennikarze w większości bardzo dbają o bezpieczeństwo i godność osób skrzywdzonych, ale to zdarzenia pokazało, że rzeczywiście powinniśmy uważać, aby pewne informacje nie krzywdziły powtórnie osób, które doświadczyły niewyobrażalnej krzywdy. Jesteśmy świadkami potwornej tragedii śmierci dziecka, którego personalia w wyniku niewłaściwego działania części mediów stały się w praktyce bardzo proste do wskazania. To jest działanie skandaliczne! Ta sytuacja zmienia poziom debaty publicznej i nie chodzi o to, czy jestem teraz zwolennikiem tego, że powinna być kara, koniec, kropka, do widzenia. Nie. Natomiast rzeczywiście obecnie mamy sytuację taką, że musimy sobie zadać pytanie: - z czym zostaliśmy? Z brakiem dyskusji. A ta dyskusja powinna mieć miejsce, bo mówimy o pewnej odpowiedzialności, chyba nie tylko moralnej.

Ma pan wrażenie, że ta sprawa nie będzie mieć żadnej konkluzji, nie będzie ukarania winnych? 

Tak nie powinno być. Dochodzimy do sytuacji kuriozalnej, w której mówimy o tym, że dziennikarz jest hejtowany. Ja nie jestem zwolennikiem żadnego hejtu. Natomiast jasno powinno zostać wskazane, że to postępowanie było nieetyczne i powinny być wyciągnięte jakieś konsekwencje. A jedyne konsekwencje, o jakich słyszałem do tej pory, są takie, że ktoś ponoć ujawnił aferę pedofilską. Jaką aferę? Wymiar sprawiedliwości postąpił w tej sprawie wzorcowo. Było wskazanie sprawy, skazanie sprawcy, było postępowanie w pierwszej instancji, drugiej, wyrok, facet siedzi. To dziecko miało pełne prawo do anonimowości.

Czyli dziennikarze Radia Szczecin i TVP powinni ponieść jakieś konsekwencje?

Ta sprawa nie powinna zostać zamieciona pod dywan. Tutaj powinna być jasna konsekwencja pewnych decyzji, które zostały podjęte. 

Czy kwestie tuszowania przypadków pedofilii w Kościele powinny być wyjaśniane?

Ależ oczywiście, tylko gdy mówimy, że „są wyjaśniane”, to mówimy o wszystkim i o niczym. Ktoś stwierdził np., że dziennikarz jakiejś stacji prowadził program i powołał się na nierzetelne dane z archiwów SB. To otwórzmy archiwa kościelne! Porównajmy te dane, wysłuchajmy skrzywdzonych z tamtych lat.

Jeżeli mówimy wyłącznie o tym, że Kościół katolicki wysłuchuje osoby skrzywdzone, to super. Jest w tej kwestii obecnie liderem. Ale jeżeli nie wyjaśni przeszłości, to tego typu materiały jak „Franciszkańska 3” będą się pojawiać. Bo nie da się dzisiaj nie mówić o przeszłości, zwłaszcza dzisiaj, kiedy te osoby, po wielu latach mają tę możliwość, by głośno powiedzieć: „tak, ten człowiek mnie skrzywdził, ja mu zaufałem w trakcie spowiedzi i on mnie molestował seksualnie”. Trzeba te sprawy wyjaśnić - do szpiku kości, jak zresztą powiedział mi kiedyś pewien ksiądz. 

Społeczeństwo
Odwrót od 500+
Materiał Promocyjny
Naszpikowane technologiami Volkswageny na wyciągnięcie ręki w niezwykłym finansowaniu
Społeczeństwo
Bez oszczędzania na najmłodszych
Społeczeństwo
List do przyszłych pokoleń
Społeczeństwo
RCB informuje o przedłużeniu stopni alarmowych na terenie całej Polski
Materiał Promocyjny
ESG - Raportowanie w praktyce – IV edycja
Społeczeństwo
Echa podpisania "lex Tusk". Znany profesor opuszcza prezydenta Dudę
Społeczeństwo
Po Nowym Sączu przechadza się niedźwiedź. „Pozostać w domach"