[i]Korespondencja z Johannesburga[/i]

Największe święto piłki, drugie najważniejsze w sporcie po letnich igrzyskach, trafia wreszcie na kontynent, na którym świętować potrafią jak nigdzie indziej. Czy potrafią też zorganizować turniej przyjazny kibicom i bezpieczny, to się okaże. Niektóre ich problemy podczas przygotowań w oczach zagranicznych obserwatorów urosły do nieproporcjonalnych rozmiarów, bo nasze podejście do Afryki jest specyficzne. Jeśli ktoś z własnej woli wyprawia się na safari albo wspinaczkę na Kilimandżaro, wtedy to jest miły snobizm, egzotyka, przekraczanie siebie itd. Ale gdy Afryka pod parasolem FIFA zaprasza na mundial, to pojawia się tysiąc pytań: czy to bezpieczne, czy nie jest świętowaniem zbytku tam, gdzie ludzie nie dojadają, i co będzie, gdy wszystko pójdzie nie tak.

[srodtytul]W górach i nad oceanem[/srodtytul]

Nie ma podstaw, by sądzić, że pójdzie źle. Mundial to w pewnym sensie samograj, przygotowywany od lat według tej samej recepty i często przez tych samych ludzi, menedżerów do wynajęcia. W telewizji wypada co cztery lata podobnie atrakcyjnie. Najważniejsze, by pieniędzy było pod dostatkiem, a południowoafrykańskim organizatorom ich nie zabrakło. Poza tym to nie pierwsza wielka impreza w tym kraju. Były tu mistrzostwa świata w rugby i wypadły pięknie.

Wtedy to był huczny powrót RPA, długo wyklętej za rasizm, do świata sportu. Teraz pora na jeszcze większą scenę. W piątek 11 czerwca o godz. 16 mecz otwarcia w Johannesburgu, na stadionie Soccer City obok dzielnicy Soweto, skąd wyszło zwycięstwo nad apartheidem. Wieczorem drugie spotkanie w Kapsztadzie, niedaleko miejsca, skąd wysłano Nelsona Mandelę do niewoli na wyspę Robben. Te symbole będą bardzo ważne przez pierwsze dni, potem zapewne liczyć się będzie już tylko futbol.

Turniej zapowiada się wyjątkowo. Rozgrywany w pięknej scenerii w górach i nad oceanami, przy ryku vuvuzeli, plastikowych trąbek, które u nas nosi się na mecze żużlowe, a w Afryce na piłkarskie. Ma być najchłodniejszym i najbardziej mokrym mundialem od MŚ w Argentynie w 1978 r. Trafia do Afryki o tej porze roku, kiedy dzień jest tu najkrótszy i w Kapsztadzie bywa zimniej niż w Nowosybirsku, a na pewno częściej pada. Ale wielu trenerów mówi, że to piłkarzom wyjdzie na dobre. Futbol nie lubi upału. W ostatnich latach turniejem, na którym grano najpiękniej, było Euro 2008, w deszczowej i górskiej scenerii.

[srodtytul]Z Kim Dzong Ilem w klapie[/srodtytul]

Od lat jest tak, że mundial poziomem gry ustępuje mistrzostwom Europy, o Lidze Mistrzów nie wspominając. Ale nie tylko w grze jego siła. W Lidze Mistrzów nie ma WAGs, czyli żon i narzeczonych piłkarzy, których mundialowe życie media, z angielskimi na czele, będą śledziły od rana do nocy. W mistrzostwach Europy nie ma tej nutki szaleństwa i różnorodności, którą mundial gwarantuje: Koreańczyków z Północy ze znaczkami Kim Dzong Ila wpiętymi w dresy, afrykańskich wojen piłkarze kontra działacze, ekstrawagancji sędziów ściągniętych ze wszystkich stron świata.

Tytułu bronią Włosi, ale ostatnią drużyną, której udało się wygrać dwa kolejne mundiale, była Brazylia pół wieku temu (w 1958 i 1962). Faworytami są mistrzowie Europy Hiszpanie, pokonani tylko raz w ostatnich kilkudziesięciu meczach, oraz Brazylijczycy, u których trener Dunga dokonał niemożliwego, bo uczynił gwiazdą drużynę, temperując ambicje i ego piłkarzy. Zdolna do wszystkiego jest Argentyna z Leo Messim na boisku i Diego Maradoną na ławce. Afryka liczy, że pierwszy raz reprezentacja z tego kontynentu awansuje do półfinału.

Autopromocja
Od 29.10 w "Rzeczpospolitej" i "Parkiecie"

Wszystko o zrównoważonym rozwoju i pozafinansowym raportowaniu spółek

Sprawdź szczegóły

Takie mistrzostwa to zwykle dwa turnieje w jednym. W mundialu 2006 w rundzie grupowej rywali roznosiła Argentyna, a tytuł zdobyli Włosi. W Euro 2008 na początku fruwali Holendrzy, a na końcu cieszyli się Hiszpanie. Europejska reprezentacja nigdy nie wygrała mundialu poza Europą. A Brazylia jako jedyna zwyciężała na każdym kontynencie, na którym mistrzostwa już były.

[srodtytul]Burzenie murów[/srodtytul]

Afryka zaprasza na święto różnorodności i kontrowersji. Przypomnimy sobie coś, o czym zapomnieliśmy przez ostatnie lata: że mistrzostwa mogą się odbywać w kraju, w którym większości mieszkańców nie byłoby stać na bilet, gdyby nie specjalne ceny ustalone przez FIFA. I w kraju, w którym ludzie odgradzają się na co dzień od siebie murami – nigdzie na świecie nie ma tylu ufortyfikowanych domów co w Johannesburgu. Ale nie przesadzajmy z uproszczeniami. Ostatnim turniejem, na którym zginął kibic, było Euro 2004 w spokojnej Portugalii, w Niemczech w 2006 o mało nie doszło do ataku terrorystycznego na pociąg, a kilka miesięcy temu przeciw igrzyskom protestowały slumsy kanadyjskiego Vancouver. Warto dostrzegać wszystkie kolory świata. Nikt nam nie każe afrykańskiego mundialu przeżywać na klęczkach. Wystarczy prawdziwie.