Tupolew 154 o numerze bocznym 102 to maszyna bliźniaczo podobna do tej, która rozbiła się w Smoleńsku. Po likwidacji 36. specpułku zostanie wystawiony na sprzedaż.
Maszyna jest łakomym kąskiem dla muzeów. Krzysztof Radwan, dyrektor Muzeum Lotnictwa w Krakowie, zaznacza, że tupolew nie jest rarytasem kolekcjonerskim. – Jednak o wartości kolekcjonerskiej tej maszyny decyduje to, że jest to samolot, który woził przez 30 lat najważniejsze osoby w państwie – dodaje.
Krakowskie muzeum ma już w swojej kolekcji kilka maszyn do przewożenia VIP-ów: jaka-40, śmigłowiec Mi-8 (w takiej samej wersji jak maszyna, która uległa katastrofie z premierem Leszkiem Millerem na pokładzie). Ozdobą tej kolekcji jest ił-14, który jako tzw. salonka służył m.in. Władysławowi Gomułce i Józefowi Cyrankiewiczowi.
W placówce jest też jeden tupolew w wersji 134. – Można go jednak oglądać jedynie z zewnątrz – mówi dyrektor. – Wnętrze samolotu nie nadaje się do pokazywania, bo maszyna ta przez lata służyła jako obiekt do ćwiczeń antyterrorystycznych.
Maszyny używane przez polskie wojsko ma też Muzeum Sił Powietrznych w Dęblinie. Placówkę miesiąc temu otworzył nowy wiceminister obrony Czesław Mroczek.