Czy po zbudowaniu Nord Streamu ukraińskie gazociągi wciąż odgrywają dużą rolę?



Kai-Olaf Lang:

Z pewnością nieco mniejsze niż dotąd. Rosja nadal będzie potrzebowała tej drogi transportowania gazu, ale Nord Stream daje jej lepszą pozycję przetargową w rozmowach z Ukrainą.



Czy w związku z tym wartość tych gazociągów spadła?



Na pewno, ale trudno powiedzieć, o ile. Nord Stream musiał spowodować spadek ich wartości.

Czy z punktu widzenia Unii Europejskiej lepiej jest, by ukraińskie gazociągi stały się własnością Rosji, czy też by nadal należały do Ukrainy?

Z pewnością najlepiej byłoby, gdyby należały zarówno do Ukrainy, jak i do Rosji oraz UE. Przypomnę stary pomysł, lansowany jeszcze przez kanclerza Gerharda Schrödera, dotyczący stworzenia takiego trójstronnego konsorcjum. Zresztą mogłyby w nim uczestniczyć także firmy polskie i słowackie, tak by reprezentowało ono interesy zarówno producenta, jak i konsumentów oraz krajów tranzytowych. Tak naprawdę jednak ocena roli ukraińskich gazociągów zależy od tego, jaką przyjmiemy logikę – polityki energetycznej czy bezpieczeństwa.

Czym one się różnią?

Z punktu widzenia energetyki najlepiej mieć bezpośrednie połączenie z producentem gazu. Taki warunek spełnia Nord Stream. Transport gazu przez Bałtyk uniezależnia nas od ewentualnych konfliktów między producentem – Rosją, i krajem tranzytowym – Ukrainą, przy czym nieistotne jest, kto za ten konflikt byłby odpowiedzialny. Ale z punktu widzenia polityki i spraw bezpieczeństwa strategicznym interesem UE jest, by Ukraina była suwerenna i silna. Elementem tej suwerenności i siły są zaś gazociągi.

—rozmawiał Piotr Kościński