Dzięki badaniom DNA wielu "przestępców" wyszło na wolność, bo okazało się, że oskarżono ich bezpodstawnie, m.in. dlatego, że sami się obciążyli. Ok. 5 proc. tych, którzy przyznali się do winy, jest niewinnych.
Rutkowski przyznał, że zaskarbił sobie zaufanie rodziców Magdy. Razem zamieszkali nawet w hotelu, gdzie poddał ich badaniu wariografem. A potem zastosował "grę operacyjną", w wyniku której matka "pękła". Czy te okoliczności sprzyjały przyznaniu się do winy?
To metody radykalne, które przypominają te stosowane przy tymczasowym aresztowaniu, mające skruszyć podejrzanego. A więc m.in. tworzenie fałszywych okoliczności, presji, sytuacji, w której podejrzany jest zdany na łaskę-niełaskę policjanta. Osoba taka ma poczucie znalezienia się w pułapce. To sprzyja kryzysowi, w tym także przyznaniu się do winy, choćby nie popełniło się przestępstwa.
Osoba uczestnicząca w rozpracowaniu sprawy powiedziała mi, że jej zdaniem rodzice Magdy są osobami niedojrzałymi emocjonalnie. W jakim stopniu tłumaczyłoby to, co się stało według Rutkowskiego - m.in. że matka zamiast zadzwonić po pogotowie, zakopała ciało córki pod drzewem i wymyśliła porwanie?
Idealnie do tego obrazu pasuje. Osoba dojrzała emocjonalnie przyjęłaby odpowiedzialność na siebie. A matka Magdy zachowała się jak dziecko, które popsuło zabawkę i ukrywa ją za szafą, wierząc, że to się nie wyda.
Czy niedojrzały człowiek mógł przez dziewięć dni wodzić za nos prokuraturę, detektywów i media?