Czy uznanie niepodległości Kosowa było słuszną decyzją?

prof. Florian Bieber:

Tak, ale nie dlatego, że była to najlepsza z możliwych opcji. Zabrakło po prostu innego pomysłu na rozwiązanie problemu tego kraju.

Co oznacza w praktyce koniec tzw. nadzorowanej niepodległości Kosowa?

Nie stanie się ono nagle samodzielnym państwem. Władze wciąż będą zależne od Stanów Zjednoczonych i UE, a także bezbronne wobec ewentualnej interwencji Serbii. Zamknięte zostanie działające w Kosowie Międzynarodowe Biuro Cywilne, ale pozostaną tam żołnierze NATO i policja z krajów UE. Trwać będzie też mało efektywna i kosztowna unijna misja ds. praworządności Eulex. Będzie również dochodzić do interwencji, jakie znamy z przeszłości. Choćby wtedy, gdy podczas głosowania ambasador USA wysyłał esemesy kosowskim deputowanym wskazówki, jak zapewnić wygraną prezydentowi.

Czy niestabilna sytuacja na zamieszkanej przez Serbów północy republiki może opóźnić zakończenie tej misji?

Autopromocja
TYLKO U NAS

Ambasador Chin w Polsce Sun Linjiang o nowej ofercie współpracy Pekinu z Warszawą

CZYTAJ

Nie. Jeśli nawet w Kosowie nie będzie obserwatorów, to nad sytuacją wciąż czuwać będą siły międzynarodowe. To jednak punkt zapalny, który tak czy inaczej trudno będzie zneutralizować. Zwłaszcza że północ jest bardzo ważna dla Albańczyków. Brak władzy w tym regionie stawia bowiem pod znakiem zapytania ich samodzielność i możliwość kontrolowania całego Kosowa.

Tymczasem Serbowie z północy właśnie głosują nad tym, czy uznać władze w Prisztinie.

Idąc ich tokiem rozumowania, działają wbrew serbskiej konstytucji i tylko szkodzą Belgradowi. Wyniki głosowania i tak nie będą zresztą wiążące ani dla Belgradu, ani dla Prisztiny.

Od rozwoju konfliktu na północy zależy jednak, czy Serbia zyska status państwa kandydującego do UE. A to z kolei ma wpływ na zaplanowane na maj 2012 r. wybory parlamentarne w Serbii.

Przyznanie tego statusu – czemu dotychczas przeciwne były głównie Niemcy – ma wpływ na to, czy Serbią będą wkrótce rządzić politycy proeuropejscy. Jeśli władze w Belgradzie spotkają się z kolejną odmową, zniechęcą się do integracji europejskiej. A wtedy jeszcze trudniej będzie o kompromis w sprawie Kosowa. To część państw UE niechętna jej rozszerzeniu powinna zmienić politykę, a nie Serbia.