W nocy z niedzieli na poniedziałek Aleksander Gurianow z Memoriału cztery godziny czekał na rodzinę zmarłej w katastrofie Bożeny Łojek. Nie umawiał się, po prostu przyjechał.
Pomyślał, że może się do czegoś przyda. Wypisał sobie kartkę z nazwiskiem i czekał, aż przyleci samolot z Polski. – Widziałem ich wtedy po raz pierwszy w życiu – opowiada o siostrze, bracie i bratanku działaczki Rodzin Katyńskich, która była wśród ofiar katastrofy pod Smoleńskiem.
– Jej ciała dotąd nie zidentyfikowano – mówi Gurianow, odczytując z komórki esemesa z godziny 11, przysłanego przez rodzinę Bożeny Łojek. Są w stałym kontakcie, chociaż na lotnisku zdążyli tylko się poznać i wymienić krótkimi uwagami. Krewnych ofiar sprawnie „przejmowali” przedstawiciele władz. – Następny „seans” identyfikacji o 14.30. To musi być ciężkie – wzdycha mój rozmówca.
W ciasnym pokoiku w siedzibie Memoriału w Zaułku Karetnym Gurianow przerzuca kartki „Zeszytów Katyńskich” i pokazuje mi na fotografiach Bożenę Łojek, współzałożycielkę Niezależnego Komitetu Historycznego Badania Zbrodni Katyńskiej i Polskiej Fundacji Katyńskiej.
– W niedzielę szukałem w domu jej zdjęcia, żeby zanieść pod polską ambasadę – mówi Gurianow, szef polskiej sekcji w badającym komunistyczne zbrodnie Memoriale.