Reklama
Rozwiń
Reklama

Memoriał czekał na prezydenta

Lech Kaczyński bardzo chciał, by 10 kwietnia do Katynia przyjechali ludzie z Memoriału. Memoriał był, prezydent nie doleciał

Publikacja: 13.04.2010 21:20

Memoriał czekał na prezydenta

Foto: Fotorzepa, Seweryn Sołtys

W nocy z niedzieli na poniedziałek Aleksander Gurianow z Memoriału cztery godziny czekał na rodzinę zmarłej w katastrofie Bożeny Łojek. Nie umawiał się, po prostu przyjechał.

Pomyślał, że może się do czegoś przyda. Wypisał sobie kartkę z nazwiskiem i czekał, aż przyleci samolot z Polski. – Widziałem ich wtedy po raz pierwszy w życiu – opowiada o siostrze, bracie i bratanku działaczki Rodzin Katyńskich, która była wśród ofiar katastrofy pod Smoleńskiem.

– Jej ciała dotąd nie zidentyfikowano – mówi Gurianow, odczytując z komórki esemesa z godziny 11, przysłanego przez rodzinę Bożeny Łojek. Są w stałym kontakcie, chociaż na lotnisku zdążyli tylko się poznać i wymienić krótkimi uwagami. Krewnych ofiar sprawnie „przejmowali” przedstawiciele władz. – Następny „seans” identyfikacji o 14.30. To musi być ciężkie – wzdycha mój rozmówca.

W ciasnym pokoiku w siedzibie Memoriału w Zaułku Karetnym Gurianow przerzuca kartki „Zeszytów Katyńskich” i pokazuje mi na fotografiach Bożenę Łojek, współzałożycielkę Niezależnego Komitetu Historycznego Badania Zbrodni Katyńskiej i Polskiej Fundacji Katyńskiej.

– W niedzielę szukałem w domu jej zdjęcia, żeby zanieść pod polską ambasadę – mówi Gurianow, szef polskiej sekcji w badającym komunistyczne zbrodnie Memoriale.

Reklama
Reklama

– Poznaliśmy się w 1990 roku – wspomina Gurianow. Kiedy Memoriał robił pierwszą w ZSRR wystawę w całości poświęconą zbrodni, Gurianow wyprawił się do Warszawy na poszukiwania zdjęć i innych materiałów. NKH obradował wówczas w podziemiach jednego z warszawskich kościołów.

– Tam się pierwszy raz spotkaliśmy, chociaż muszę przyznać, że poczułem się nieco nieswojo, kiedy na wejściu zaczęli, nie bez agresji, pytać, kiedy ZSRR przyzna się do zbrodni – wspomina.

Następnego dnia Łojek zaprosiła go do swojego mieszkania przy Nowym Świecie, gdzie regularnie zbierali się walczący o Katyń działacze i historycy. Od tamtej pory byli z panią Bożeną po jednej stronie barykady – walczyli o prawdę o Katyniu. Uważa ją za przyjaciółkę. – Chociaż może to za duże słowo, bo przecież widzieliśmy się tylko raz, dwa razy do roku.

– Prezydent bardzo chce, żeby Memoriał był 10 kwietnia w Katyniu. Uważa, że nie może ich tam zabraknąć – mówił mi przez telefon dwa tygodnie przed uroczystościami prezydencki minister Mariusz Handzlik, który w sobotę także zginął pod Smoleńskiem.

Gdy rozmawialiśmy, Kancelaria właśnie przygotowywała zaproszenie, a decyzja o przyznaniu polskich odznaczeń państwowych Gurianowowi i szefowi Stowarzyszenia Arsenijowi Rogińskiemu czekała tylko na podpis Lecha Kaczyńskiego. Prezydent zdążył je podpisać.

Memorialcy – Gurianow, Nikita Pietrow i Jan Raczyński przyjechali do Smoleńska pociągiem w sobotę rano. W Lesie Katyńskim byli jednymi z pierwszych gości. – Wszystko szło jak należy, czekaliśmy tylko na Lecha Kaczyńskiego. Tylko słońce nie chciało wyjść – wspomina historyk Nikita Pietrow.

Reklama
Reklama

W pewnym momencie pojawiła się informacja, że prezydencki samolot ma kłopoty z lądowaniem. – Była 10.45, a więc jeszcze przed katastrofą. Teraz wydaje mi się to dziwne. Skąd ta informacja? – mówi Gurianow.

Potem zobaczył Halinę Romanową, szefową Kongresu Polaków w Rosji. – Strasznie płakała, powiedziała, że wszyscy zginęli – dodaje. Oficjalnie o katastrofie poinformował później prezydencki minister Jacek Sasin (który przyjechał do Smoleńska wcześniej). – Do ostatniej chwili nie wierzyliśmy, że to prawda – mówi Pietrow.

[i]—Justyna Prus z Moskwy [/i]

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama