- Od wczoraj pogotowie interweniuje zdecydowanie częściej. W czwartek pod koniec dnia zespół karetki udzielał pomocy nawet co dziesięć minut - mówi dr Marek Niemirski, rzecznik warszawskiego pogotowia.
Lekarze z namiotu ratunkowego, stojącego na miejscu, opowiadają, że sytuacja staje się trudniejsza po godzinie 17.00 - gdy zmęczenie narasta. W piątek omdleń jest jest mniej, niż dzień wcześniej. Nie świeci słońce i łatwiej jest znieść długie czekanie.
Jak tłumaczy, osoby stojące w kolejce potrzebują pomocy, głównie dlatego, że są są zmęczone i odwodnione. - Stoją przecież w kolejce nawet dziewięć godzin - mówi Niemirski.
- Nie wszyscy są przygotowani do warunków, które tu panują. Nie mają ciepłych ubrań, nie są przygotowani na upał. Część dzieci jest wychłodzona - mówi Monika Pawełczyk-Ślusarczyk, harcerka z służby medycznej stojącej pod Pałacem. Dodaje, że niektórzy, mimo że stoją od godziny czwartej rano, jeszcze w południe nie zjedli śniadania. - Mdleją z głodu. Odrębną grupą są osoby chore, np. na cukrzycę, które się do tego nie przyznają - mówi harcerka.
Marta Rybak z ZHP dodaje, że zasłabnięcia zdarzały się wśród kobiet w ciąży. - Nie wszystkie kobiety wiedzą, że mogą wejść do Pałacu nie czekając w kolejce - mówi Marta Rybak. Harcerze chodzą z megafonem wzdłuż kolejki, żeby to ogłosić.