Białoruś była jedynym sąsiadem Polski, który po katastrofie nie ogłosił żałoby narodowej. Ale nieoczekiwanie prezydent Aleksander Łukaszenko uczynił kilka gestów wobec Polski.
Jednym z nich była wczorajsza obecność białoruskiego prezydenta w towarzystwie syna Mikołaja w mińskiej archikatedrze katolickiej na mszy żałobnej za ofiary katastrofy pod Smoleńskiem. Przy wejściu do świątyni białoruskiego prezydenta przywitał osobiście kardynał Kazimierz Świątek, wieloletni, emerytowany już, zwierzchnik Kościoła na Białorusi. Wraz z synem Łukaszenko zapalił znicz przed portretem Lecha Kaczyńskiego.
Kolejnym gestem było pokazanie „Katynia”. Film Wajdy na Białorusi nie miał łatwego losu. Od momentu ukazania się na płytach DVD był wyświetlany podczas na wpół legalnych pokazów organizowanych przez Związek Polaków na Białorusi oraz opozycję. – Gdy zapowiedzieliśmy projekcję w Grodnie, nasza sala nie zmieściła wszystkich chętnych – wspomina organizator grodzieńskiego pokazu filmu w 2008 r., działacz opozycyjnego ruchu „O wolność!” Edward Dmuchowski.
Wczorajszy pokaz „Katynia” w telewizji państwowej to efekt piątkowego rozporządzenia prezydenta Łukaszenki, który nakazał mediom państwowym w dniu pogrzebu polskiego prezydenta w godzinach od 12 do 18 wstrzymać emisję programów rozrywkowych.
Wszystkie kanały białoruskiej telewizji pokazywały wczoraj w tym czasie filmy, głównie o tematyce wojennej, wśród nich „Katyń”. Jako niespodziankę Białorusini odebrali fakt, iż został on wyemitowany z białoruskojęzycznym dubbingiem. – Byłem mile zaskoczony – przyznaje w rozmowie z „Rz” filozof Aleś Ancipienka. Pytany, co może oznaczać gest władz w Mińsku, podkreśla, iż „jest to naprawianie błędów”. Jego zdaniem – to efekt presji opinii publicznej.