– To nieprawda – opowiadają zgodnie Jerzy Smoliński i Waldemar Strzałkowski. Pierwszy jest rzecznikiem, a drugi doradcą marszałka Bronisława Komorowskiego.
Według Portalu Pomorza do incydentu doszło w środę 2,5 godziny po pogrzebie legendarnej działaczki „Solidarności”, gdy na Cmentarzu Srebrzysko w Gdańsku-Wrzeszczu było już prawie pusto. Ok. godz. 18.30 w czasie zakopywania grobu podjechał samochód, z którego wysiedli Strzałkowski i Smoliński. „Chwiejnym krokiem zanieśli wieniec od Bronisława Komorowskiego” – napisał dziennikarz. – „A od Pana Doradcy Marszałka, który złożył wieniec i bełkotliwym głosem rozmawiał z reporterem po prostu – cuchnęło alkoholem...”
Janusz Wikowski, redaktor naczelny Portalu Pomorza, mówi „Rz”: – Nie było wątpliwości, by to publikować, bo byłem świadkiem zdarzenia, do którego doszło w publicznym miejscu. Postanowiliśmy opublikować materiał w imię prawdy, o którą walczyła pani Walentynowicz.
Urzędnicy tłumaczą: – Nie było żadnej oficjalnej delegacji. Wieniec miał złożyć pan marszałek, ale nie zdążył na pogrzeb ze względu na przedłużające się spotkania w Gdańsku – twierdzi w rozmowie z „Rz” Smoliński.
Według rzecznika przyjechali na cmentarz w drodze na lotnisko, bo nie chcieli zabierać wieńca do Warszawy. Wracali ze spotkania u abp. Sławoja Leszka Głódzia. – Do obiadu podano wino, ale sformułowanie „cuchnęło alkoholem” jest niegrzeczne i nieprawdziwe – twierdzi Smoliński. A Strzałkowski precyzuje: – Wypiliśmy tylko po jednej lampce.