Reklama

Co zeznają ludzie z polskiego BOR

Funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu będą ważnymi świadkami prokuratury badającej wypadek pod Smoleńskiem

Publikacja: 27.04.2010 03:06

W przyszłym tygodniu Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie, która prowadzi śledztwo w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem, przesłucha funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu.

Tych, którzy 10 kwietnia mieli na miejscu uroczystości wzmocnić ochronę polskiej delegacji, lecącej Tu-154. Jak dowiedziała się „Rz”, chodzi o kilka osób. Przed godz. 9 czekały na płycie lotniska, więc byli pierwsi na miejscu katastrofy. – Ich zeznania będą niezwykle cenne dla polskiego śledztwa – mówi jeden z prokuratorów.

Ci funkcjonariusze BOR pomagali służbom rosyjskim w zabezpieczaniu najważniejszych rzeczy należących do ofiar, przede wszystkim sprzętu elektronicznego, m.in. laptopów i telefonów komórkowych, a także notesów i dokumentów.

– Brali też udział w identyfikacji zwłok – dodaje jeden z oficerów Biura.

Borowcy pracowali tam ok. 20 godzin. Wyjechali dopiero po opuszczeniu Smoleńska przez premiera Tuska.

Reklama
Reklama

W Katyniu byli od piątku (przyjechali pociągiem i samochodem). Przygotowywali miejsce uroczystości: sprawdzali okolice, głównie drogi prowadzące z lotniska Siewiernyj.

Czy sprawdzali także infrastrukturę lotniska i jej stan? Na forach internetowych pojawiają się zarzuty, że tego nie zrobili, np. nie sprawdzili wieży kontroli lotów i systemów naprowadzania. – To nie należy do naszych kompetencji. Nie mamy ani takiego prawa, ani upoważnień – podkreśla major Dariusz Aleksandrowicz, rzecznik BOR. – To należy do zadań 36. Pułku Lotnictwa Transportowego.

Pułkownik Jerzy Matusik, wiceszef Biura, zapewnia: – Nie mogę mówić o szczegółach tamtego zabezpieczenia, ale zostało ono wykonane w stu procentach.

Eksperci, z którymi rozmawiała „Rz”, wskazują, że również w innych krajach służby odpowiadające polskiemu BOR nie zajmują się kontrolą systemów wieży bądź na lotnisku. – Nie znają się na tym i nie należy to do ich zadań. Zarzuty wobec BOR są bezzasadne – ocenia Jerzy Dziewulski, były szef antyterrorystów na warszawskim Okęciu, doradca ds. bezpieczeństwa prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego i szef jego osobistej ochrony podczas kampanii w 1995 roku.

Dziewulski, który był obecny na Okęciu podczas przylotów wielu głów państw, nie przypomina sobie, by takie służby kontrolowały systemy w wieżach. – Zdarzało się, że przychodzili Amerykanie i chcieli dodatkowo ochraniać wieżę, wskazywali miejsca, gdzie mają być strzelcy wyborowi – mówi „Rz”.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama