WikiLeaks znów spędza sen z powiek amerykańskim urzędnikom, politykom oraz członkom rządów w wielu krajach.
„W nadchodzących miesiącach zobaczymy nowy świat, w którym zredefiniowana zostanie globalna historia” – napisali na Twitterze przedstawiciele WikiLeaks, zapowiadając ujawnienie niemal 3 milionów tajnych dokumentów. Wśród nich znaleźć się mają odtajnione telegramy dyplomatyczne wysyłane do Waszyngtonu z placówek dyplomatycznych na całym świecie. Jak trafiły one w ręce WikiLeaks? Przypuszczalnie przesłał je do portalu Bradley Manning, młody analityk amerykańskiego wywiadu, który zanim został aresztowany, miał zapowiedzieć, że „Hillary Clinton i wiele tysięcy dyplomatów na całym świecie dostaną ataku serca, gdy obudzą się pewnego ranka i dowiedzą, że całe archiwum tajnych dokumentów dotyczących polityki zagranicznej jest dostępne dla opinii publicznej, i to w sposób, który umożliwia wyszukiwanie informacji”.
[srodtytul]Prawda o dyplomacji[/srodtytul]
Jak podała CNN, informacja o planowanej publikacji tajnych dyplomatycznych telegramów sprawiła, że pracownicy amerykańskich ambasad na całym świecie dostali polecenie przeanalizowania dokumentów, które wysyłali do centrali w latach 2006 – 2009 i znalezienia tych, które mogą wywołać potencjalne napięcia między krajem goszczącym a Stanami Zjednoczonymi, a także narazić na szwank bezpieczeństwo amerykańskich informatorów.
– Te dokumenty są tajne z bardzo konkretnych powodów. Zawierają wrażliwe informacje i mogą wpłynąć na nasze narodowe interesy oraz interesy innych państw – tłumaczył rzecznik amerykańskiego Departamentu Stanu P. J. Crowley.