Reklama

Ireneusz Krzemiński o wyborach do Senatu

Polacy głosują na polityków znanych ze sceny krajowej, nie na osobowości – tłumaczy socjolog z UW Ireneusz Krzemiński

Aktualizacja: 11.10.2011 11:25 Publikacja: 11.10.2011 03:50

Na wejście do Senatu dzięki jednomandatowym okręgom wyborczym liczyło wielu politycznych singli. Niektóre partie stawiały na celebrytów. Jednak nie ma ich w Senacie.

prof. Ireneusz Krzemiński, socjolog z UW:

Rzeczywiście nic takiego się nie wydarzyło i całe te nadzieje, że wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych do Senatu coś zmieni, okazały się płonne.

W wyborach do Senatu mogli kandydować rozmaici ludzie – i ci znani ze sceny politycznej, i ci, którzy są na jej obrzeżach. Również te osoby, które znane są tylko ze sceny lokalnej – tak jak pokazuje inicjatywa burmistrzów i prezydentów miast. Wydawało się, że mają za sobą prawdziwy kapitał społeczny i będą mogły wskoczyć na ten prawdziwie ogólnopolski poziom. Okazało się to jednak nieprawdą.

Reklama
Reklama

Dlaczego nie wygrały osobowości tylko partie?

Okazuje się, że ludzie tak naprawdę głosują na osoby politycznie zaangażowane, po prostu na polityków. W mojej dzielnicy, czyli na południu Warszawy, pojawili się aktorka, która reprezentowała PiS, i Andrzej Celiński, który najpierw działał w opozycji, potem w SLD, a teraz startował jako kandydat niezależny. Jak on mógł zdobyć zaufanie wyborców? Mandat zdobył więc prof. Marek Rocki, który był już wcześniej senatorem.

A czemu nie przekonali Polaków lokalni działacze, którzy występowali chociażby pod szyldem Obywateli do Senatu?

Politycy lokalni nie okazali się efektownymi kandydatami dla szerszego kręgu wyborców. Dlaczego? Polacy w Senacie woleli widocznie polityków znanych z ogólnopolskiej działalności. Być może gdyby było więcej ludzi aktywnych społecznie w różnych dziedzinach, to mieliby większe szanse na mandat.

Reklama
Reklama

Czy Senat, który jest tylko odbiciem i wzmocnieniem sejmowego układu sił, jest potrzebny? Niektórzy, np. PSL czy też prezydenci miast, postulują, by go przekształcić np. w izbę samorządową. Widzi pan potrzebę takich zmian?

Nie sądzę, żeby była potrzebna jakaś izba samorządowa. To są takie akcje lokalnych polityków, którzy nie potrafią, jak widać, się wybić. Należałoby usprawnić w ogóle funkcjonowanie partii politycznych, aby pozwalały politykom z terenu wkroczyć na scenę krajową. Ale izba samorządowa to jakiś absurdalny pomysł. Natomiast wyobrażam sobie Senat jako taką izbę pogłębionej refleksji, analizy tego, co proponują czasami bardzo lobbystycznie nastawieni politycy w parlamencie. Senat mógłby być taką właśnie wyższą izbą, prawdziwie „polityczną izbą mędrców".

Ale jak do tego doprowadzić?

Jak widać, jednomandatowe okręgi tutaj niczego nie załatwiają. Trzeba rozwinąć tak działalność partii i parlamentu, aby promować wybitnych specjalistów, działaczy społecznych, aby oni mogli być znani opinii publicznej. Więcej chyba zrobić nie można.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Ikona miejskiego stylu życia w centrum Gdańska
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama