Na wejście do Senatu dzięki jednomandatowym okręgom wyborczym liczyło wielu politycznych singli. Niektóre partie stawiały na celebrytów. Jednak nie ma ich w Senacie.
prof. Ireneusz Krzemiński, socjolog z UW:
Rzeczywiście nic takiego się nie wydarzyło i całe te nadzieje, że wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych do Senatu coś zmieni, okazały się płonne.
W wyborach do Senatu mogli kandydować rozmaici ludzie – i ci znani ze sceny politycznej, i ci, którzy są na jej obrzeżach. Również te osoby, które znane są tylko ze sceny lokalnej – tak jak pokazuje inicjatywa burmistrzów i prezydentów miast. Wydawało się, że mają za sobą prawdziwy kapitał społeczny i będą mogły wskoczyć na ten prawdziwie ogólnopolski poziom. Okazało się to jednak nieprawdą.