– Gdy kończyliśmy prace nad książką, a generał jeszcze żył, pani Kiszczakowa powiedziała mi, że dowiedziała się o istnieniu jakichś dokumentów, które mogą wstrząsnąć sceną polityczną – mówi Kamil Szewczyk, dziennikarz „Super Expressu" i autor wywiadu rzeki „Kiszczakowa. Tajemnice generałowej". – Szczegółów nie podała. Sugerowała, że ujawnienie dokumentów byłoby wypełnieniem ostatniej woli męża.

Wyjście na jaw akt z prywatnego archiwum Czesława Kiszczaka to najgłośniejsza afera z udziałem wdowy po zmarłym generale. Jednak Maria Kiszczak od dłuższego czasu starała się o rozgłos w mediach. To zaskakujące, bo przez większość życia pozostawała w cieniu męża.

– Gdy spytałem, kim by była, gdyby nie poznała Czesława Kiszczaka, odparła, że wiodłaby życie nauczycielki z Bielska-Białej – mówi Szewczyk.

O tym, jak potoczą się jej losy, zdecydowało przypadkowe spotkanie na dworcu w Andrychowie w 1958 roku. Późniejsza żona komunistycznego satrapy wybrała się do tego miasta koło Wadowic, żeby zebrać materiały do pracy magisterskiej.

Na peronie zauważyła, że obserwuje ją jakiś mężczyzna. Gdy przyjechał pociąg, stanął obok niej w jednym przedziale. – Wpatrywał się we mnie jak w tęczę. Już wtedy wiedziałam, co się święci – wspomina w książce „Kiszczakowa".

Nazajutrz umówiła się z nim ponownie na dworcu. Później były dansingi w modnej Patrii w Bielsku-Białej i liściki miłosne. Z oświadczynami Kiszczak poczekał do czasu sprawdzenia wybranki „pod kątem moralnym, politycznym i religijnym" w komisariacie milicji w Kozach, gdzie mieszkała. Wzięli tylko ślub cywilny, choć kościelnego chciała rodzina panny młodej.

Kiszczak jako żołnierz był przenoszony do różnych jednostek, a żona wędrowała wraz z nim, podejmując pracę jako ekonomistka. W Warszawie pracowała w banku, w Gdyni w stoczni, a we Wrocławiu uczyła w szkole. Gdy w 1967 roku Kiszczak został wiceszefem Wojskowej Służby Wewnętrznej MON, jego żona zwlekała z przeprowadzką do końca roku szkolnego. W stolicy pracowała m.in. w Instytucie Kształcenia Nauczycieli.

Utrzymywała kontakty towarzyskie m.in. z żonami generałów Floriana Siwickiego i Wojciecha Jaruzelskiego. Historyk wojskowości Henryk Piecuch mówi, że choć Kiszczak awansował w hierarchii, jego małżonka trzymała się z dala od polityki. – Interesowała się tylko własnym mężem, w którego była wpatrzona.

Po upadku komunizmu zajęła się literaturą. Wydała kilka tomików wierszy i bajek dla dzieci. Wciąż prowadzi stronę internetową, na której przedstawia się jako „pisarka i poetka, autorka powieści beletrystycznych".

Można znaleźć tam entuzjastyczne recenzje jej twórczości. Przykładowo kielecki artysta Bogumił Wtorkewicz okrzyknął jeden z jej tomików „oszałamiającym powiewem poezji". Z tymi opiniami nie zgadza się Henryk Piecuch. – To, niestety, kompletna grafomania – krytykuje.

Po 1989 r. Maria Kiszczak zaczęła też coraz chętniej wyrażać poglądy polityczne. W 1990 roku wysłała list do paryskiej „Kultury", w którym męża uznała za ojca Okrągłego Stołu i przemian ustrojowych. List do „Kultury" wysłał potem sam Kiszczak. Napisał, że żona działała bez jego wiedzy, a sytuacja jest „żenująca".

Później wydała swoją autobiografię w trzech odcinkach, a kulminacja jej aktywności medialnej nastąpiła w ubiegłym roku przy okazji premiery „Kiszczakowa. Tajemnice generałowej". W wywiadzie rzece Maria Kiszczak twierdzi, że za zbrodnię w kopalni Wujek nie odpowiada jej mąż, a komendant MO w Katowicach Jerzy Gruba. Usprawiedliwia też męża w sprawie ks. Jerzego Popiełuszki. Przeplata to pikantnymi opowieściami z życia prywatnego. – W łóżku Czesław był prawdziwym dżentelmenem – opowiada. Wspomina, że w tajemnicy przed mężem ochrzciła córkę, a także dokonała aborcji. Miała też podejrzewać Kiszczaka o to, że zdradza ją z Agnieszką Osiecką i Beatą Tyszkiewicz.

Przy okazji książki zaczęła często udzielać wywiadów prasowych. – Postanowiła wyjść z cienia, bo mąż zawsze ją bardzo kontrolował. Nazywała go nawet panem i władcą – komentuje jej ostatnią aktywność medialną Kamil Szewczyk.

Jednak zdaniem Henryka Piecucha Maria Kiszczak kieruje się przede wszystkim chęcią zaistnienia. Uważa on, że ujawnienie tajnego archiwum nie jest żadnym wypełnieniem woli męża. – To raczej efekt jej megalomanii – komentuje.