Alfred Taudes: Kryptowaluty nie umrą z powodu walut banków centralnych

Może za rok jakiś deweloper połączy sztuczną inteligencję z kryptografią i stworzy superblockchain – mówi Alfred Taudes, założyciel Instytutu Badań nad Kryptoekonomią w Wiedeńskim Uniwersytecie Ekonomii i Biznesu.

Publikacja: 31.05.2024 04:30

Alfred Taudes: Kryptowaluty nie umrą z powodu walut banków centralnych

Notowania bitcoina od lutego mocno skoczyły do góry. Było to częściowo związane z jego halvingiem (ograniczeniem przyrostu podaży o połowę) i z zatwierdzeniem przez SEC pierwszych bitcoinowych ETF-ów. Jak może zmieniać się sytuacja na rynku kryptowalut w ciągu następnych 12 miesięcy? Czy notowania bitcoina mogą rosnąć podobnie jak po poprzednich halvingach?

Niels Bohr powiedział kiedyś: „Przewidywanie jest trudne, zwłaszcza jeśli dotyczy przyszłości”. Możemy przyglądać się danym statystycznym z przeszłości i próbować je ekstrapolować na przyszłość. Nigdy jednak nie wiemy, czy nastąpi jakaś katastrofa. W przeszłości widzieliśmy jednak ten sam wzorzec zachowań bitcoina po halvingu. W wyniku takiego zdarzenia bitcoin staje się bardziej rzadkim aktywem. Nawet jeśli popyt na niego pozostaje taki sam, to cena rośnie, bo przyrost podaży jest ograniczony. Obecnie do tego dochodzą czynniki takie jak popyt poprzez ETF. Spodziewam się, że znów zobaczymy zwyżki bitcoina. Mamy teraz raczej fazę wyczekiwania na wzrosty, ale sądzę, że bitcoin znów pójdzie w górę, podobnie jak w ostatnich miesiącach.

Czytaj więcej

Rynek liczy, że SEC zatwierdzi ETF-y na ether

Uwagę inwestorów mocno przyciągał w ostatnich tygodniach ether, w związku z postępowaniem w sprawie wydania przez amerykańską Komisję Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) pozwoleń na stworzenie ETF-ów opartych na tej kryptowalucie. Zainteresowanie wzbudzała też jednak solana, która zyskała popularność m.in. w wyniku tego, że ludzie zaczęli tworzyć na jej blockchainie duże ilości tokenów, które szybko stawały się memiczne. Powstawały kryptowaluty o nazwach takich jak „jeo boden”. Czy sądzi pan, że to tylko krótkotrwała gorączka spekulacyjna, czy to zjawisko zostanie z nami na dłużej?

Myślę, że solana utrzyma swoją pozycję. Zwłaszcza, że transakcje na blockchainie ethereum są wciąż dosyć drogie. Oczywiście koszty transakcji to tylko jeden z czynników decydujących o sukcesie danej sieci blockachain. Wszystko zależy od tego, jakiego produktu chcemy. Ludzie, którzy tworzą różnego rodzaju „zabawkowe” tokeny chcą przede wszystkim jednak, by blockchain był szybki i tani. To ważne również w przypadku tworzenia NFT. Myślę, że rynek rozejdzie się w dwie drogi. BlackRock i podobne wielkie firmy finansowe będą wykorzystywać do tokenizacji aktywów blockchain ethereum. Młodzi deweloperzy mający fajne pomysły na memiczne kryptowaluty będą natomiast wybierali blockchain solany. Solana mocno zyskała na popularności. Jeszcze 2,5 roku temu miała ona poważne problemy techniczne, a dzisiaj jest poważnym konkurentem dla ethereum. Zobaczymy jeszcze jednak jak ułoży się przyszłość. Może za rok jakiś nieznany obecnie deweloper połączy sztuczną inteligencję z kryptografią, stworzy super-blockchain a solana będzie miała kłopoty.

Widzimy obecnie duże zainteresowanie bitcoinem ze strony wielkich instytucji finansowych, choć jeszcze kilka lat temu niektóre z nich go lekceważyły. Zmieniło się też podejście regulatorów. Kiedyś twierdzili oni, że bitcoin to piramida finansowa lub że służy on głównie do prania brudnych pieniędzy. Czyżby już przestał on służyć takiej nielegalnej działalności czy może jego udział w praniu pieniędzy był tylko mitem?

Załóżmy, że kryminalista ma do wyboru: wykorzystać do prania pieniędzy gotówkę lub publicznie dostępny, nie podlegający wstecznej modyfikacji ledger, w którym wszystkie transakcje są zapisywane. Co wybierze? Oczywiście w zapisie blockchainowym nie ma podanych nazwisk właścicieli kryptowalut, ale są adresy bitcoinowe. Gdy tylko powiążę adres bitcoinowy z danymi osobowymi, to mogę dotrzeć do wszystkich transakcji kryptowalutowych dokonywanych przez daną osobę. Są coraz lepsze programy pomagające analizować transakcje. Są też rejestry adresów kryptowalutowych należących do kryminalistów. Jeżeli więc na przykład przestępca chce wymienić na giełdzie bitcoina pozyskanego w wyniku cyber-szantażu, to giełda może natychmiast zidentyfikować dzięki swoim narzędziom softwarowym, że ten bitcoin pochodzi z przestępstwa. Bitcoin nie jest więc dobrym narzędziem do prania brudnych pieniędzy. O wiele lepiej się do tego nadaje gotówka, bo jest naprawdę anonimowa. Łatwiej też prać brudne pieniądze poprzez banki, jeśli ma się wewnątrz banku kogoś, kto współpracuje w takiej kryminalnej działalności. Oczywiście są przykłady wykorzystywania bitcoinów do celów przestępczych w krajach, gdzie sektor bankowy współpracuje z przestępcami. Wiemy na przykład, że Korea Północna wykorzystuje hakerów do nielegalnego zdobywania kryptowalut, które później są wymieniane poprzez jej system bankowy. W krajach Europy Zachodniej coś takiego jednak nie może się zdarzyć. Firma Chainanalysis publikuje co roku raporty dotyczące przestępczości związanej z kryptowalutami i zwykle wynika z nich, że tylko ułamek procenta transakcji bitcoinowych ma związek z działalnością kryminalną. Są jednak alternatywy dla bitcoina, czyli kryptowaluty w których ledger jest zaszyfrowany, by chronić prywatność uczestników transakcji, takie jak monero. Przestępcy nie wybiorą więc bitcoina, ale raczej monero.

Z dostępnych danych wiadomo, że w niektórych krajach ponad 10 proc. populacji posiada kryptowaluty. Do tej kategorii państw zalicza się m.in. Ukraina, gdzie takie aktywa ma prawie 11 proc. mieszkańców. Czy tak duży odsetek kryptoinwestorów da się wytłumaczyć jedynie chęcią ochrony majątku?

W przypadku wojny, narodowa waluta jest zwykle pułapką. Traci ona na wartości wobec innych walut. Nie dziwię się więc temu, że Ukraińcy szukają alternatyw dla własnej waluty. Z kontaktów z ukraińskimi naukowcami wiem również, że nie jest łatwo wymieniać hrywny na inne waluty. Ogólnie posiadaczy kryptowalut można podzielić na dwie kategorie. Jedna z nich traktuje je jako inwestycję i to jest dominująca postawa w Europie Zachodniej. W krajach, w których jest wysoka inflacja, a ludzie nie ufają rządowi lub bankowi centralnemu, trzyma się natomiast kryptowaluty dla ochrony majątku. To dotyczy takich krajów jak Turcja czy Wenezuela.

Czytaj więcej

Globalne centra BTC. Kraje najbardziej przyjazne kryptowalutom

W Libanie wielu ludzi używa w codziennych transakcjach tetheru, czyli kryptowaluty powiązanej kursowo z dolarem. De facto zastąpił on funta libańskiego, który również był związany z amerykańską walutą…

To dobrze, że ludzie w państwach „upadłych” takich jak Liban mają alternatywę. Widzimy również, że na przykład rebelianci walczący z rządem Birmy używają tetheru jako waluty.

W Salwadorze bitcoin stał się natomiast jedną z oficjalnych walut. Kryptowaluty stały się w takich krajach realną alternatywą. I jest to też jeden z powodów tego, że banki centralne z całego świata pracują nad stworzeniem własnych walut cyfrowych.

Z bardzo interesującą sytuacją mamy również do czynienia w Chinach. 4,5 proc. ich populacji posiada kryptowaluty, choć regulatorzy nie są przyjaźni wobec tej klasy aktywów. W przeszłości zakazywali nawet działalności giełdom kryptowalutowym. Chińczykom jakoś udaje się ominąć rządowy Wielki Firewall i handlować wirtualnymi walutami.

Profesor von Hayek, który wiele lat temu przewidział powstanie bitcoina, stwierdził w jednym z wywiadów, że jeśli chce się mieć pieniądz, którym nie będą mogły manipulować rządy, to musi on być używany w sposób wywrotowy. Nie w sposób bezpośredni, gdyż będzie mógł on zostać łatwo zakazany. To się sprawdza w Chinach, ale również na przykład w Turcji, gdzie instytucje finansowe mają zakaz obrotów kryptowalutami, ale rząd nie ma tam władzy nad telefonami komórkowymi. Nie jest w stanie pilnować tego, co ludzie robią na swoich telefonach. Stosunkowo łatwo jest wydobywać kryptowaluty i je wymieniać w internecie. Myślę również, że bogaci Chińczycy mają dostęp do bitcoinowych ETF-ów notowanych na giełdzie w Hongkongu.

Widzimy również, że wiele banków centralnych usilnie pracuje nad stworzeniem CBDC, czyli walut cyfrowych banków centralnych, takich jak na przykład cyfrowy juan. Jak może to wpłynąć na rynek kryptowalut? Czy rządy będą próbowały zmiażdżyć kryptowaluty za pomocą regulacji, by zrobić miejsce dla CBDC?

Myślę, że CBDC nie mogą zastąpić kryptowalut. Dlatego, że CBDC są cyfrowymi reprezentacjami pieniądza fiducjarnego. Ilość tych walut będzie nadal kontrolowana przez państwo. Kryptowaluty są natomiast dobrami rzadkimi. Podaż bitcoina jest z góry ograniczona. Nie może być na rynku więcej niż 21 mld bitcoinów. To odróżnia kryptowaluty od walut fiducjarnych, których podażą można manipulować, by stabilizować ceny i gospodarki. To całkowicie inna koncepcja. Uważam, że to dobrze, że banki centralne dążą do tego, by ich pieniądze były bardziej efektywne. Dobrym aspektem tego jest również to, że wniesie on więcej konkurencji na rynku obsługi płatności. Kryptowaluty nie umrą jednak z powodu walut cyfrowych banków centralnych. Jeżeli bowiem nie ufasz bankom i pieniądzom papierowym, to czemu miałbyś polubić ich cyfrowe pieniądze?

Niektóre rządy wypuszczały też na rynek własne kryptowaluty, takie jak wenezuelskie petro. Nie odniosły one jednak większego sukcesu. Czy można się spodziewać, że EBC wyemituje kiedyś kryptowalutę używając na przykład blockchainu solany?.

(Śmiech). EBC zadeklarował już, że nie będzie używał blockachainu. Chodzi mu bowiem o zbudowanie scentralizowanej waluty cyfrowej, a blockchain jest przecież zdecentralizowany. Takie podejście jest w porządku. Przynajmniej nie udają, że ich waluta cyfrowa będzie zdecentralizowana.

Myślę, że jeśli ludzie nie dowierzają rządowi i narodowej walucie, to uczynienie tej waluty cyfrową nie przywróci do niej zaufania. Widzieliśmy to choćby przy okazji stworzenia w Nigerii cyfrowej wersji niary.

Alfred Taudes

Profesor WU, czyli Wiedeńskiego Uniwersytetu Ekonomii i Biznesu. Wykłada tam od 1993 r. Jest również tzw. visiting professor na uniwersytetach w: Augsburgu, Essen, Münsterze i w japońskiej Tsukubie. Prowadził badania m.in. nad zarządzaniem łańcuchami dostaw, inżynierią marketingową i zarządzaniem wiedzą. Kieruje Instytutem Badań nad Kryptoekonomią na WU. Jest autorem ponad 150 artykułów naukowych zamieszczanych m.in. w wielu międzynarodowych magazynach akademickich.

Notowania bitcoina od lutego mocno skoczyły do góry. Było to częściowo związane z jego halvingiem (ograniczeniem przyrostu podaży o połowę) i z zatwierdzeniem przez SEC pierwszych bitcoinowych ETF-ów. Jak może zmieniać się sytuacja na rynku kryptowalut w ciągu następnych 12 miesięcy? Czy notowania bitcoina mogą rosnąć podobnie jak po poprzednich halvingach?

Niels Bohr powiedział kiedyś: „Przewidywanie jest trudne, zwłaszcza jeśli dotyczy przyszłości”. Możemy przyglądać się danym statystycznym z przeszłości i próbować je ekstrapolować na przyszłość. Nigdy jednak nie wiemy, czy nastąpi jakaś katastrofa. W przeszłości widzieliśmy jednak ten sam wzorzec zachowań bitcoina po halvingu. W wyniku takiego zdarzenia bitcoin staje się bardziej rzadkim aktywem. Nawet jeśli popyt na niego pozostaje taki sam, to cena rośnie, bo przyrost podaży jest ograniczony. Obecnie do tego dochodzą czynniki takie jak popyt poprzez ETF. Spodziewam się, że znów zobaczymy zwyżki bitcoina. Mamy teraz raczej fazę wyczekiwania na wzrosty, ale sądzę, że bitcoin znów pójdzie w górę, podobnie jak w ostatnich miesiącach.

Pozostało 89% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Waluty
Dolar mocno drożeje. Kolejny ciężki dzień dla polskiej waluty
Waluty
Złoty znów w opałach. Główne waluty mocno w górę
Waluty
Złoty opadł z sił. Stabilizacja na rynku walutowym
Waluty
Dolar wraca do 4 zł po danych o inflacji
Materiał Promocyjny
Jaki jest proces tworzenia banku cyfrowego i jakie czynniki są kluczowe dla jego sukcesu?
Waluty
Trzeci dzień mocnej przeceny złotego
Waluty
Słabsze euro i dolar znów powyżej 4 zł po wyborach w UE