Dwa lata temu premier Donald Tusk zapowiadał, że procesy w sądach będą krótsze o jedną trzecią. Do dziś tak się nie stało.
Ze statystyk Ministerstwa Sprawiedliwości za pierwsze półrocze 2013 r. wynika, że w minionym półroczu w całej Polsce przybyło kilka tysięcy spraw, w których długość przekroczyła trzy lata.
Wprawdzie z 1,7 do 1,5 spadł tzw. wskaźnik sprawności postępowania (jiloraz spraw w toku i wpływających do sądu średnio w miesiąc), ale nie jest to poprawa odczuwalna. Proces karny średnio trwa prawie pół roku. A w dużych sądach nawet cztery razy dłużej.
Korek na wokandzie
Najgorzej pod tym względem jest w sądach apelacji warszawskiej, szczecińskiej i katowickiej. Najmniej takich długich procesów toczy się w apelacjach: białostockiej, rzeszowskiej i wrocławskiej. W kategorii „opanowywania wpływu spraw" najgorzej radzą sobie sądy: katowickie, krakowskie i wrocławskie. Najlepiej sądy rzeszowskie, poznańskie i białostockie.
Dlaczego nie widać poprawy? Winna jest zbyt szeroka kognicja sądów i permanentny brak asystentów.
Tablet to za mało
– Nie wydarzyło się nic takiego, co mogłoby poprawić sytuację – ocenia sędzia Krystian Markiewicz z Sądu Rejonowego w Katowicach. Zmiany, które wprowadzono w przepisach postępowania cywilnego, nie miały przyspieszyć procesów j, ale dać większą elastyczność w gromadzeniu materiału dowodowego. Zabrakło koniecznych zmian ustrojowych, w tym zapewnienia należytego aparatu pomocniczego w sądach.
Zdaniem sędziów cywilnych zmiany w zasadach doręczania pism także niewiele przyspieszą.
– Fakt, że będę mógł uzyskać potwierdzenie odbioru za pośrednictwem tabletów, doręczycieli i systemu elektronicznego, traci na znaczeniu, kiedy ze względu na liczbę spraw dziś wyznaczam terminy rozpraw na kwiecień. Do tego czasu kilkakrotnie mogę dokonać doręczenia zwykłą pocztą. Potrzebna jest całościowa zmiana, w tym poszerzenie elektronicznego doręczenia – mówi sędzia Markiewicz.
Rewolucji nie widać także w sprawach karnych.
– Obiecywano, że będzie sprawniej i szybciej dzięki likwidacji najmniejszych sądów, a może być jeszcze gorzej – zauważa sędzia Maciej Strączyński z Sądu Okręgowego w Szczecinie. W połowie roku weszły w życie przepisy, które wprowadzają zasadę, że każdy, kto zawiadomi o przestępstwie (a nie tylko pokrzywdzony), ma prawo składać zażalenie na decyzję prokuratora o umorzeniu postępowania. I takich spraw przybywa – mówi sędzia Strączyński.
Więcej czasu zajmują też niektóre czynności. Przykład? Jeśli strona wnosi np. o wyłączenie sędziego w wydziale zamiejscowym, to zanim wniosek dotrze do prezesa, sprawa się toczy, a potem trzeba ją powtarzać.
Ministerstwo bronią liczby
Wojciech Hajduk, wiceminister sprawiedliwości, uważa, że efekty są, choć może wyraźnie ich nie widać.
– Od siedmiu lat nie dostaliśmy ani jednego dodatkowego etatu sędziowskiego, a spraw przybywa w milionach – tłumaczy „Rz". – Przy takiej liczbie spraw mogłoby być zatem znacznie gorzej, czyli wolniej – wyjaśnia.
Wiceminister przyznaje jednak, że sprawnemu zarządzaniu kadrą nie sprzyja procedura nominacyjna sędziów. Liczba wakatów rośnie, a ich obsadzanie trwa półtora roku.
– Mamy dziś 600 wolnych wakatów, masę chętnych, ale na nominacje trzeba bardzo długo czekać – tłumaczy.
Nie bez znaczenia jest też fakt, że w niektórych sądach orzeka 60 proc. lub 70 proc. sędziów. Pozostali przebywają na zwolnieniach lekarskich, urlopach macierzyńskich czy wychowawczych.
W tym półroczu wpłynęło tymczasem do sądów w całej Polsce milion spraw więcej niż w tym samym czasie w ubiegłym roku. A cały rok 2013 może się okazać rekordowy pod tym względem. Ministerstwo Sprawiedliwości szacuje, że w sumie do sądów może trafić nawet 16 milionów spraw.
Tusk obiecał, a sądy dalej...
Komentuje Jolanta Ojczyk z działu prawa „Rzeczpospolitej"