KLM do końca sierpnia, czyli w wakacyjnym szczycie odwołały dziennie 20 powrotnych połączeń z Amsterdamu. Lufthansa nie wykona kolejnych 770 rejsów tylko w nadchodzącym tygodniu. A to oznacza, że liczba planowo odwołanych rejsów niemieckiego przewoźnika zbliża się do 4 tysięcy. Planowo, bo oczywiście są jeszcze sytuacje bieżące, kiedy np. pogoda nie pozwala na latanie, albo popsuje się samolot.
Lotniczy koszmar zmienia się w epidemię, a wzrost popytu na podróże w sezonie zaskoczył europejskich przewoźników i lotniska jak przysłowiowa „sesja studentów”. „Chcemy, żeby nasza oferta była odpowiedzialna w sytuacji, kiedy system jest nieodpowiedzialny. Dlatego najwłaściwszym rozwiązaniem w tej sytuacji jest odwołanie lotów” — napisał w ostatnią piątek na LinkedIn prezes Lufthansy Jens Ritter.
Czytaj więcej
Linie tną siatki połączeń, bo lotniska nakazują im zmniejszenie operacji. Ale i tak kolejki do odpraw są coraz dłuższe. Tylko czartery jakoś sobie...
Nie ma już praktycznie w Europie lotniska przesiadkowego, gdzie nie byłoby tłumów. Zarządzający robią wszystko, co tylko jest możliwe, żeby pozyskać nowych pracowników, ci którzy już pracują są przemęczeni i chociaż chcieliby więcej zarabiać, stąd strajki i groźby protestów. Nie ma bagażowych. Francuski minister transportu, Clement Beaune przyznał, że na rozładowanie zwaliska walizek, jakie nagromadziły się po strajku pracowników naziemnych, na paryskim Charles de Gaulle trzeba będzie sortować przynajmniej przez tydzień.
KLM i Lufthansa odwołują kolejne rejsy, żeby — jak to komunikują— uspokoić sytuację na lotniskach. Lufthansa odwołuje rejsy wieczorne, które zazwyczaj mają największe opóźnienia. I Niemcy i Holendrzy wcześniej drastycznie podwyższyli ceny biletów, żeby zniechęcić konsumentów do podróży samolotami. KLM ograniczy sprzedaż biletów na swoją europejską linię Cityhopper, tak aby pasażerowie , których połączenia zostały odwołane mogli zmienić daty podróży i mieli dostępne „jakieś” terminy. A innym liniom amsterdamskie Schiphol ograniczyło liczbę pasażerów o 28 proc.W Lufthansie na lipiec nie ma biletów tańszych, niż 500 euro za jeden odcinek europejskiej podróży. Czyli np. rejs w klasie ekonomicznej z Frankfurtu do Berlina i z powrotem, to wydatek tysiąca euro. Ale i w KLM też nie jest tanio, bo europejskie połączenia w lipcu wyświetlają się na stronie internetowej przewoźnika po 420 euro za odcinek. To o 100 euro drożej, niż w czerwcu.
Czytaj więcej
Brak kontrolerów bezpieczeństwa i bagażowych na lotnisku Schiphol w Amsterdamie zmusił operatora portu do ograniczenia liczby rejsów.
Andrew Charlton, dyrektor firmy konsultingowej Aviation Advocacy, przyznaje, że także w przeszłości przewoźnicy mieli kilka klas rezerwacyjnych, a ceny biletu zależały od tego jak szybko wypełniały się ich samoloty, ale wykorzystywanie tego mechanizmu do celów logistycznych jest czymś niezwykłym.
KLM i Lufthansa nie są wyjątkiem. Podobną taktykę, tyle, że nie informując, stosują British Airways, które swoją letnią siatkę zmniejszyły o 13 proc. i odpowiednio podniosły ceny.
Podobno, ale tylko „podobno” sytuacja ma się uspokoić jeszcze w lipcu. Podobno lotniska robią wszystko, żeby się przeorganizować, a linie lotnicze energicznie szukają załóg. Co ciekawe takich problemów nie mają linie arabskie, takie jak Qatar Airways, Emirates, czy Etihad, czy tureckie, gdzie przecież także była pandemia, a teraz epidemii odwołanych rejsów nie ma.