Reklama

Huragan Franklin znów może namieszać w podróżach

Niedziela, 20 lutego jest dniem wytchnienia dla europejskich linii lotniczych. Niestety jest to koniec dobrych wiadomości. Bo w poniedziałek pojawi się kolejna fala ekstremalnych wiatrów, czyli huragan Franklin.

Publikacja: 20.02.2022 09:45

Lotnisko Schiphol w Amsterdamie

Lotnisko Schiphol w Amsterdamie

Foto: AFP

I znów pasażerowie muszą liczyć się z tym, że wylądują nie tam, gdzie planowali, bądź ich rejsy będą opóźnione lub odwołane. Ekstremalna pogoda ma trwać do poniedziałkowego popołudnia.

Kilka dni temu europejskie portale lotnicze rozpisywały się o niespotykanym przekierowaniu rejsów z Krakowa i Bydgoszczy do Warszawy, które wylądowały w Budapeszcie. W sobotę 19 lutego takich „wycieczek” było więcej. Wichura szalejąca na Lotnisku Chopina w Warszawie uniemożliwiła lądowanie samolotu z Wiednia, który trafił do Katowic, a ten z Budapesztu poleciał do Koszyc. Nieoczekiwane lądowanie mieli także pasażerowie rejsu Ryanaira z kanaryjskiej wyspy Fuerteventura. Planowo samolot miał wylądować w Manchesterze, ale w połowie drogi pilot zorientował się, że nie ma szans na bezpieczne podejście i trafił do francuskiego Bordeaux. Z kolei pasażerowie tej samej linii lecący z włoskiego Lamezia Terme na London Stansted po kilku nieudanych próbach przyziemienia, skierował się na północ i trafił na lotnisko Gardermoen w stolicy Norwegii, Oslo. Zresztą Ryanair miał więcej nieplanowanych lądowań, bo pasażerom z Gdańska, których powinien zawieźć do Hamburga, zafundował ostatecznie „wycieczkę” do Bratysławy.

Czytaj więcej

Szykuje się trudny lotniczy weekend. Linie masowo odwołują rejsy

Ale nie tylko irlandzki przewoźnik latał w sobotę nie tam, gdzie zamierzał. Turecki Pegasus w rejsie z Ankary do Duesseldorfu musiał zawrócić do Budapesztu.

Eunice ostro przetestowała nie tylko cierpliwość pasażerów, chociaż niektórzy z nich ostro protestowali przeciwko nieplanowanym wycieczkom, ale przede wszystkim umiejętności pilotów, którzy musieli się zmagać z bardzo niebezpiecznym wiatrem bocznym, który utrudniał operacje. Telewizje chętnie pokazywały samoloty miotające się w powietrzu, tuż nad ziemią.

Reklama
Reklama

Było to także wyzwanie dla kontrolerów ruchu lotniczego, którzy mieli więcej samolotów w powietrzu, bo niektóre z nich wykonywały operacje tzw. touch and go, czyli po bardzo krótkim przyziemieniu kierowali maszyny na drugi krąg i ponownie podchodziły do pasów. To z kolei denerwowało mieszkańców okolic lotnisk, którzy w sobotę ostro protestowali przeciwko większemu hałasowi.

Kłopoty miały także lotniska w Belgii, północnych Niemiec i Europy Środkowej, na których było więcej pasażerów, bo oczywiście i rozkład lotów był zakłócony. Na stołecznym brukselskim Zaventem wichura zerwała dach i pasażerowie oraz pracownicy północnej części terminala musieli zostać ewakuowani. — Na szczęście nikt nie ucierpiał — mówiła Ihsane Chioua-Lekhli, rzeczniczka Brussels Airport. Ale ponieważ z powodów bezpieczeństwa ograniczony został ruch na płycie, to niektórzy pasażerowie musieli się uzbroić w cierpliwość, bo na bagaż przyszło im poczekać ponad trzy godziny.

Czytaj więcej

Potężne wichury nad Europą. Eunice zbliża się do Polski
Transport
UE chce zmienić zasady dotyczące bagażu w tanich liniach. Co planuje?
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Transport
Wojna Putina wykończyła rosyjską kolej. Państwowa firma stoi na krawędzi upadłości
Transport
Arktyka na celowniku. Rosjanie chcą zdominować wszystkie drogi z Azji do Europy
Transport
Reanimacja martwego projektu. Wiemy, co dalej z kolejową gigainwestycją
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama