– Program wielu festiwali układa się dziś pod gust krytyków. U nas jest inaczej – uważa prof. Jerzy Limon, twórca festiwalu, dyrektor Teatru Szekspirowskiego. – Tworzymy go dla wyrobionej publiczności, która towarzyszy nam od lat. Zdajemy sobie sprawę, że w przeciwieństwie do reżyserów zaczyna ona tęsknić za pewną spójnością fabularną. Nie lubi, gdy spektakle przypominają performance epatujący nowoczesną techniką.
Prof. Limon dodaje również: – Samobójstwem dla teatru jest całkowite odwrócenie się od tekstu utworu, ale takie poczynania też znajdą się w naszym programie. Chcemy pokazać, jak świat gra Szekspira. Nie mamy zamiaru poddawać się modzie, ale nie chcemy, by Festiwal Szekspirowski był teatralną konserwą.
Na otwarciu Jerzy Trela wystąpi jako John Barrymore, jeden z najwybitniejszych aktorów szekspirowskich wszechczasów. Opowieść o postaci niejednoznacznej, która kreowała swoją legendę już za życia, zrealizowana została przez Krzysztofa Jasińskiego w Teatrze STU.
O nagrodę Yorricka za najlepszą inscenizację szekspirowską rywalizować będą m.in. dwie krakowskie realizacje „Króla Leara". Pierwszą, dziejącą się w Watykanie, przygotował Jan Klata w Starym Teatrze, drugą – „Kto wyciągnie kartę wisielca, a kto błazna" – Paweł Miśkiewicz w Teatrze im. Słowackiego. Do tego dochodzi niekonwencjonalna „Burza" Krzysztofa Garbaczewskiego (Teatr Polski z Wrocławia).
Wśród spektakli zagranicznych zwracają uwagę inscenizacje dwóch wybitnych reżyserów europejskich: „Makbet" Luka Percevala i „Juliusz Cezar" Roberta Sturui. Dla Percevala tematem przewodnim tragedii Szekspira stały się najgłębiej ukryte i najbardziej niebezpieczne związki między kobietą a mężczyzną. Opowieść o „Juliuszu Cezarze" Robert Sturua urywa w połowie. Gruziński reżyser odnosi się w ten sposób do sytuacji postkomunistycznej Gruzji, gdzie były zbrodnie, ale nie ma kary.