Reklama

Festiwal Szekspirowski: Żyć albo umrzeć

Interpretacje dramatów Szekspira na poświęconym mu festiwalu w Gdańsku mówiły o zwycięstwie życia nad śmiercią i tolerancji w miłości.

Publikacja: 09.08.2022 03:00

„Romeos & Julias unplagued. Traumstadt”, spektakl – laureat Złotego Yoricka

„Romeos & Julias unplagued. Traumstadt”, spektakl – laureat Złotego Yoricka

Foto: Dawid Linkowski

Obecność w jury konkursowym Johna Stanisci, rysującego dla DC Comics i Marvela Spider-Mana, Batmana, Constantine czy X Files, ale mającego też karierę broadwayowskiego dramaturga, wiele mówi o tegorocznej edycji Festiwalu Szekspirowskiego. Pierwszej pod dyrekcją Agaty Grendy, po śmierci jego pomysłodawcy profesora Jerzego Limona.

Czaszka w dłoni

Nieodżałowany szekspirolog, wielokrotnie przypominający, jak dżuma rzutowała na życie elżbietańskich aktorów, zamykając teatry – sam zmarł na covid. Ale przecież był człowiekiem wielkiej witalności, dlatego spektakle festiwalu, w których dominowała muzyka, taniec, śpiew, były znamienną próbą wyzwalania wszystkich z pocovidowej żałoby. Taki karnawałowy, niedający się zdominować przez śmierć stosunek do świata, dał znać o sobie w spektaklu nagrodzonym Złotym Yorickiem, zaś nazwa nagrody jest teraz bardzo znamienna: Yorick to zmarły błazen, którego czaszka zostaje odkopana podczas przygotowań do pogrzebu Ofelli, zaś Hamlet, trzymając ją w dłoni, myśli o ulotności życia.

Nagrodę Złotego Yoricka jury pracujące pod przewodnictwem Jacka Kopcińskiego przyznało spektaklowi „Romeos & Julias unplagued. Traumstadt”, koproducji poznańskiego Polskiego Teatru Tańca i Bodytalk z Münster. To spektakl, w którym Romeo i Julia uśmierceni przez Szekspira, powracają do życia wbrew pandemii dzięki dramaturgowi Rolfowi Baumgartowi i choreografce Yoshiko Waki. Wymykają się z foliowych sześcianów i celebrują życie. Już sam tytuł wskazuje, że Romeów i Julii jest wielu, tancerki i tancerze łączą się w różnych konstelacjach. A jeśli miłosną tragedię rozgrywającą się w Weronie kojarzymy z baletem Prokofiewa, widzów czeka znaczące zaskoczenie. Z Prokofiewa słyszymy tylko motyw sceny balkonowej. Dominują glamowe uderzenia perkusji rapowa „Old Town Road” Lil Nasa czy iberyjskie brzmienia The Garden.

Przewrotnie zreinterpretowana jest scena z ojcem Laurentym, który miast podawać do ust komunię, rozdaje testy na covid, co jest przecież gestem afirmującym życie. Jego manifestem stają się też prywatne monologi artystów. Dzielą się wyznaniami o swoim życiu, marzeniami i artystycznymi planami na przyszłość. Nie poddają się. Wbrew pandemii żyją nadzieją. Spektakl, który miał premierę na Malta Festival, będzie można oglądać po wakacjach.

Kurator konkursu polskiego Łukasz Drewniak miał z czego wybierać, choć do dyspozycji dzieł wybitnych nie było. Ważny okazał się motyw querowy. W „Poskromieniu złośnicy” Jacka Jabrzyka z Teatru Zagłębie w Sosnowcu, nagrodzonej przez trójmiejskich dziennikarzy, poza szyderstwem z męskiego szowinizmu, który nie znosi kobiecej niezależności, ważny był temat skrywanej tożsamości seksualnej. Jabrzyk miał intuicję, gdy obsadził jednego z aktorów, który gra w spektaklu coming out, ponieważ gdy przedstawienie było prezentowane w Gdańsku, na Śląsku okazało się, że z aktorem łączony jest jeden z prawicowych starostów.

Reklama
Reklama

Bohaterski błazen

O tym, że lepiej uważać z ułudą nowych, pozamałżeńskich związków i pielęgnować starą miłość, mówił „Sen nocy letniej” Rafała Szumskiego z Teatru Miejskiego w Gdyni. Mający opinię pewnego zwycięzcy w konkursie „Wieczór Trzech Króli” Piotra Cieplaka z Teatru Narodowego w Warszawie delikatnie dotknął tematu fasadowości płci wobec siły miłości, która bywa ślepa. Zdecydowanie mocniej wybrzmiało to w „Wieczorze Trzech Króli” z Teatru Narodowego w Brnie w reżyserii Štěpána Pácla. Przebrana za młodzieńca Viola na poważnie wzbudziła uczucia w księżnej Oliwi, która ostatecznie bierze ślub z bratem bliźniakiem ukochanej. Konserwatywny finał nie podważył jednak tego, co wcześniej zostało powiedziane: każda miłość jest ważna.

Znamienne, że chociaż w warszawskim spektaklu swój talent komiczny prezentowali Jerzy Radziwiłowicz i Cezary Kosiński, to jednak Czesi lepiej czuli się w komicznym żywiole, angażując przez dwa wieczory uwagę widzów również dzięki zaproszonemu do udziału w spektaklu Jackowi Labijakowi z Teatru Wybrzeże. Interpretacja Cieplaka jest formalna, zaś czeska bezpośrednia.

Czesi, również z Brna, lecz z Teatru Radost, zdobyli nagrodę Polskiego Towarzystwa Szekspirowskiego za spektakl „Hamlet on the Road” Polki Joanny Zdrady. Zespół kreując jarmarczną aurę, gdzieś pomiędzy Brechtem a Waitsem, bawił się teatrem, śpiewał z wisielczym humorem, pokazując, że Hamlet jest czasami błaznem.

Z początku odrzucał, a potem już tylko intrygował „HA-M-LET” z Amerykańskiego CalArts Center for New Performance w wykonaniu Petera Marka, prezentujący śmietnik pop kultury. Uznawana za arcydzieło tragedia Szekspira ma wśród jego znawców opinię chaotycznej i pełnej niekonsekwencji. Powstała jako pastisz tragedii zemsty i da się z niej wykroić sprzeczne ze sobą opowieści. Peter Mark pokazał człowieka, który hamletyzuje w internecie, żywiąc się zarówno Mozartem, jak i „Thrillerem” Michaela Jacksona, i już całkiem serio konfrontując się z dramatem rodzinnym. Okazuje się, że „w tym szaleństwie jest metoda”. Szekspir znowu jest współczesny i ma rację.

Teatr
Teatr TV: Zamachowski jako Górski i Chyra jako Wilimowski. Kto wygrał ten mecz?
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Teatr
„Albo jesteś pod Putinem, albo z nim walczysz”. Rosyjski reżyser Iwan Wyrypajew dla „Rzeczpospolitej”
Teatr
Spektakl na czwartą rocznicę agresji Rosji na Ukrainę
Teatr
Komisja programu Teatr Ministerstwa Kultury poszła drogą wykluczeń. Niszowi eksperci sabotują festiwale
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama