Blisko 2,5 tysiąca lat temu widzowie zobaczyli ją po raz pierwszy - i wzbudziła podziw. Sofokles był jednym z trzech Ateńczyków (wespół z Ajschylosem i Eurypidesem), którzy stworzyli dramat jako gatunek i wszyscy trzej w wyjątkowo głęboki sposób przedstawiali los ludzki, w którym splatało się przeznaczenie, cierpienie i namiętność.

Sofokles (także polityk, dowódca wojskowy i kapłan) ufał wyroczniom i bożemu prawu i odbicie takiego myślenia widać wyraźnie w „Królu Edypie”, jednej z trzech sztuk należących do tzw. cyklu Tebańskiego (obok „Edypa w Kolonie” i „Antygony”). Prototypem Edypa miał być dla Sofoklesa Perykles, a aktualne wówczas wydarzenia (zaraza, która dotknęła Ateny na początku wojny peloponeskiej) inspiracją do fabularnego tła. Miały go zainspirować do stworzenia historii o przywódcy obarczonego klątwą, od której nie zdoła się uwolnić – bo takie, tragiczne, jest jego przeznaczenie. Nieświadomie popełnia ojcobójstwo i kazirodztwo. Losu wyznaczonego przez bogów i ogłoszonego przez wyrocznię – wyminąć nie sposób – jest ostatecznie zadecydowany. I to jest właśnie tragedia Edypa, która kawałek po kawałku się przed nim odsłania.

Czytaj więcej

Światowa prapremiera „Imagine” Krystiana Lupy

W Teatrze TV „Król Edyp” realizowany był dotąd czterokrotnie: w 1967 roku przez Jerzego Gruzę (z Gustawem Holoubkiem w roli Edypa); w 1975 – przez Lidię Zamkow (z Leszkiem Herdegenem); w 1992 – Laco Adamika (Jan Frycz jako Edyp) i w 2005 roku przez Gustawa Holoubka (z Piotrem Fronczewskim w roli tytułowej).

Najnowszą odsłonę „Króla Edypa” proponuje Jacek Raginis – Królikiewicz, reżyser doświadczony, którego poprzedni spektakl „Dzień gniewu” zasłużenie zdobył wiele laurów w Polsce i zagranicą. W przypadku obecnego, premierowego spektaklu deklaruje, że kluczowy jest dla niego kontekst trwającej covidowej epidemii. To spowodowało, że pojawiają się ludzie w białych kombinezonach służb medycznych, a część Tebańczyków ma na twarzach maski. Jednak ów tłum nosi stroje bliższe epoce Sofoklesa niż naszym czasom. U Sofoklesa wydarzenia dzieją się w starożytnej Grecji, ale w tej adaptacji nie jest to wcale takie oczywiste, ponieważ nastąpiło pomieszanie światów. Bohaterowie zostali przyodziani w kostiumy z różnych jakby inscenizacji, bo Edyp (Marek Nędza) i Kreon (Mariusz Jakus) noszą stroje będące mieszanką garniturów i dziwnych ozdób, Jokasta (Agnieszka Wosińska) - wystawne suknie, a Tejrezjasz (Lech Łotocki) prezentuje się w podobnych łachmanach jak tebański tłum. Autorka kostiumów, Katarzyna Adamczyk, zadeklarowała, że w ten sposób „szuka antyku we współczesności”, ale trudno się doszukać spójności myślenia w tych poszukiwaniach. Podobnym problemem jest także scenografia (Justyna Elminowska). Spektakl zrealizowano w gmachu Orientarium Łódzkiego Ogrodu Zoologicznego, więc większość scen rozgrywa się ze słoniami albo wielkimi akwariami w tle. Powidoki przeszłości mają stwarzać wniesione do tej przestrzeni artefakty antyczne. Synkretyczna przestrzeń rozprasza skupienie na meritum czyli treści. Minimalizm realizacyjny niekoniecznie musi być ograniczeniem. Fatalnym też pomysłem jest wyposażenie Edypa w mikroport nachalnie rzucający się w oczy na zbliżeniach. Co ciekawe, partnerujący mu w tych scenach Kreon - jest od tego gadżetu wolny.

Pojawiają się ludzie w białych kombinezonach służb medycznych, a część Tebańczyków ma na twarzach maski

Za to zaletą tego spektaklu jest stwarzająca klimat muzyka (Antoni Wojnar) i chór potrafiący spotęgować dramaturgię opowieści. Korzystnie wzrasta ona zresztą także dzięki odtwórcom głównych ról, którzy wnoszą do znanej opowieści własne poczucie ograniczenia człowieka wobec losu. I brzmią prawdziwie. Sofoklesowi bohaterowie i wypowiadane przez nich wersy mają siłę, której nie trzeba osłabiać uwspółcześnianiem.

Premiera „Króla Edypa” Sofoklesa w poniedziałek 25 kwietnia o 21 w TVP 1.