Reklama

Tatrzański zbójnik na karuzeli Tarantino

Każdy ma Janosika, jakiego sobie wymyślił. Teatr Lalka, zamiast przetwarzać legendę o słynnym harnasiu, zmierzył się z jego mitem. Spojrzał na zbója jak na ikonę popkultury.

Publikacja: 29.03.2010 11:17

„Janosik” z teatru Lalka spodoba się fanom gangsterskiego kina

„Janosik” z teatru Lalka spodoba się fanom gangsterskiego kina

Foto: Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski

Trzy teatry – z Czech, ze Słowacji i z Polski – postanowiły w jednym czasie opowiedzieć o Janosiku. Czesi skupili się na zabawnych scenkach rodzajowych. Słowacy wybrali konwencję ballady, w której pokazali też śmierć bohatera. Polacy poszli najdalej.

I w podejściu do legendarnego harnasia, i do widza. Zarówno autor sztuki Michał Walczak, jak i reżyser Łukasz Kos potraktowali słynnego zbójnika jako pretekst. Przyczynek do opowieści o relatywizmie dobra i zła, czerpiącej pełnymi garściami z estetyki filmów Quentina Tarantino.

Głównym bohaterem sztuki jest wystylizowany na podstarzałego rockmana tropiciel, który za duże pieniądze godzi się odnaleźć charyzmatycznego złoczyńcę.

Podążając śladami Janosika, Łowca dokonuje prywatnego rozrachunku – własnego młodzieńczego buntu i obecnej sytuacji, gdy na jego decyzje wpływa sytuacja rodziny. Nie jest, jak dawniej, niezależny w osądach i działaniach. Można go szantażować, grożąc jego najbliższym.

Perspektywa, z jakiej Łowca poznaje losy zbójnika, to jeden z wielu nawiasów, jaki pojawia się w sztuce Walczaka. Opowieści, w której swobodnie mieszają się i przetwarzają kulturowe schematy i ikony. Czytelne dla dorosłego widza. Dla młodszego

Reklama
Reklama

– niekoniecznie.

W założoną przez twórców postmodernistyczność, w której zbójcy równie dobrze czują się w punkowych irokezach, jak i w wełnistych pelerynach, oraz równie sprawnie posługują ciupagami, jak rewolwerami, wpisuje się twórca scenografii Adam Walny.

Stworzona przez niego karczma w jednej chwili może stać się saloonem, jak również klubem rockandrollowców. Strzelnica wesołego miasteczka przemienia się w halę, by za moment stać się machiną tortur.

Płynność, z jaką przekształca się scenografia – współgrająca z równie nieoczekiwanymi i niejednoznacznymi zmianami fabuły – to zarazem walor, jak i słabość spektaklu. Na pewno trudno się na nim nudzić. Ale też można się w nim pogubić.

Szczególnie młodsi nie zawsze dobrze odczytują umowność, np. pomysłowo pokazanej sceny tortur. Całkiem duży chłopiec rozpłakał się, gdy jednemu z bohaterów ucinano ucho. I nie przekonało go tłumaczenie, że to tylko na niby. Dlatego twórcy spektaklu zapraszają dzieci powyżej dziesiątego roku życia.

Teatr
Styczniowe premiery Teatru TV bez wyróżnień
Teatr
Piotr Domalewski po „Ministrantach” wraca do teatru dyskutować o polskich bohaterach
Teatr
Anna Dymna wróciła do Teatru TV. TVP VOD ma „Norymbergę" z Crowem na wyłączność
Teatr
„Europa” Warlikowskiego: a nie mówiłem, że jesteśmy mordercami i kanibalami?
Teatr
„Europa” Krzysztofa Warlikowskiego. Cielecka, Chyra, Ostaszewska o krwawych tajemnicach Europy
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama