[b]Rz: Co pana zainteresowało w powieści Dostojewskiego: terroryzm, polityczna manipulacja czy może coś innego? [/b]
[b] Krzysztof Garbaczewski:[/b] Dwa wątki, dwie postaci: Wierchowieński i Stawrogin. Reprezentują dwa aspekty zła, bo o nim jest powieść. U Wierchowieńskiego zło objawia się w działaniu przeciw ludziom, przeciw grupie: sprawdza, jak daleko człowiek może się posunąć w poczuciu bezkarności, w manipulacji i przekraczaniu granic moralnych. Uważa, że jeśli Boga nie ma – wszystko można. Stawrogin żyje w innej przestrzeni – intymnej, wewnętrznej.
[b]W tej roli wystąpi Katarzyna Warnke. [/b]
Ale zagra mężczyznę, jeżeli coś takiego w ogóle istnieje.
[b]Co to panu da? [/b]
Podkreśli niejednoznaczność postaci, której tożsamość jest pęknięta. Dostojewski pisze, że Stawrogin ma cechy androgyna. Ma być wspaniałym przywódcą albo kochankiem. A nie potrafi do końca spełnić żadnej z tych ról.
[b] Myślał pan o tym, że terroryzm i polityczne manipulacje jako temat się zbanalizowały? [/b]
Staram się unikać tematów społecznych i politycznych. Oczywiście słuchając tekstu na próbie, zdaję sobie sprawę, że może on mieć dodatkowe znaczenia, choćby w związku z wyborami prezydenckimi. Ale te odniesienia mnie nie interesują. Moim tematem jest rewolucja jako próba przekroczenia poczucia stagnacji. Dostojewski pokazuje ludzi połączonych więziami, które nazwałbym rodzinnymi – coś na kształt zdeformowanego domu. Chcą czegoś, ale nie wiedzą czego. Dlatego Wierchowieński może nimi manipulować.
[b] Uważa pan, że po latach, kiedy odpowiedzialność za wszystkie problemy zrzucaliśmy na system, czas przyjrzeć się rodzinie? [/b]
Trudno o kimkolwiek powiedzieć, że jest z gruntu zły. Zło istnieje, bo znajduje w świecie przestrzeń. W rzeczywistości naszego spektaklu ma źródło w postawie co najmniej kilku pokoleń. Stawrogin i Wierchowieński nie wzięli się znikąd. Trzeba zapytać o rodzinę, o rodziców.
[b]Ale w pana spektaklach, przede wszystkim w "Opętanych", rodowód głównego bohatera jest niejasny. [/b]
Kiedy myślę o Polakach, mam wrażenie, że większość z nas rodziła się na placach budowy albo przebudowy, nigdy niedokończonych. Pochodzę z Białegostoku, miasta na styku Wschodu i Zachodu, katolicyzmu i prawosławia. Przemiany społeczne i polityczne widziałem na ulicy, w zależności od sytuacji na granicy z Białorusią. Robiąc wycieczki do Suwałk, mogłem obserwować odłam wyznawców prawosławia, którzy żyli jak XIX-wieczna sekta, pod strzechą. To niesamowite doświadczenie dla kogoś młodego, przedstawiciela pokolenia elektronicznych technologii, Internetu.
[b]Jakby pan określił swój rodowód?[/b]
Jako bardzo poplątany. Nigdy do końca nie udało mi się go rozpoznać. Może dlatego interesuje mnie sytuacja bohatera bez korzeni. Uważam, że rodowód i stan tożsamości jest płynny: to punkt zależny od sieci relacji. Każdy siebie, w większym lub mniejszym wymiarze, wymyśla. Warto umieć rozpoznawać fikcyjność takich wyborów. Osobiście bardziej zależy mi na zauważaniu różnorodności niż konkretnej identyfikacji – narodowej czy innej.
[b]Jak odbiera pan współczesną Polskę? [/b]
Jestem z 1983 roku i z racji mojego wieku wiele konfliktów społeczno -politycznych nie dotyczy mnie bezpośrednio. Wytwarzamy wiele fikcyjnych wyobrażeń na swój temat. Pewnie dlatego, że Polska, będąc dla świata przez wiele dekad fikcją, istniała tylko w języku i kulturze, w umysłach Polaków. Przetrwała i dopiero teraz możemy tworzyć materialną bazę naszego bytu. Jednak po latach walki trudno porzucić oręż i znaleźć odpowiedź na pytanie, kim naprawdę jesteśmy. Dlatego pilniejszym zadaniem, niż odgrzewanie romantycznych mitów jest próba stworzenia nowoczesnego języka społecznego, o jakim mówił Gombrowicz. Ja tego potrzebuję. Szukam takiego języka w teatrze. Chodzi o niedomykanie pewnych pojęć, zachowanie otwartości. Tymczasem polskie społeczeństwo jest bardzo zamknięte.
[b]W dwóch pana spektaklach pojawił się motyw odchodzącego ojca – w "Nirvanie" i "Odysei". Co to znaczy dla syna? [/b]
Ojciec reprezentuje świat, który trzeba porzucić, żeby stworzyć siebie, dojrzeć dla siebie. To trudne, ale trzeba próbować. Realizując "Odyseję" w Opolu, czułem podobieństwo tego miasta do Białegostoku i uświadomiłem sobie, że ci z moich znajomych, którzy przystali na status quo, rezygnując z perspektywy szukania własnej tożsamości – popełnili błąd.
[b] Ma pan teatralnego ojca, mistrza? Był nim może Krystian Lupa, któremu asystował pan przy "Factory 2"? [/b]
Fascynuję się jego twórczością, jest wielkim artystą, ale nigdy nie miałem potrzeby posiadania autorytetu. Tak się składa, że pracując nad "Factory 2", Krystian Lupa też szukał nowego języka.
[i]rozmawiał Jacek Cieślak[/i]
[link=http://www.teatrpolski.wroc.pl/premiery.php?id=2009_2010&&p=biesy]www.teatrpolski.wroc.pl[/link]
[ramka][b]Sylwetka
Krzysztof Garbaczewski[/b]
Urodzony w 1983 r. Jeden z najbardziej utalentowanych reżyserów młodego pokolenia. Debiutował w 2008 r. "Chórem sportowym" Jelinek w Opolu. Wyreżyserował "Opętanych" Gombrowicza w Wałbrzychu, (2008), "Nirvanę" we Wrocławiu (2009) i "Odyseję" w Opolu (2009).[/ramka]