Reklama

Rene Pollesch obnaża miałkość dzisiejszego teatru

TR Warszawa zaprosił sławnego reżysera Rene Pollescha, by ten zakpił sobie z dzisiejszego świata artystów - pisze Jan Bończa-Szabłowski

Publikacja: 21.09.2011 08:34

"Jackson Pollesch"

"Jackson Pollesch"

Foto: Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski

Tytuł „Jackson Pollesch" sugeruje nawiązanie do twórczości Jacksona Pollocka, jednego z najbardziej niepokornych malarzy amerykańskich. Choć stosował często nieprzewidywalne i spontaniczne techniki malarskie (kapanie farbą na płótno a potem jej rozpryskiwanie), twierdził, że nigdy nie traci kontroli nad tym, co robi.

Pollesch, tak jak Pollock, próbuje dowieść, że w teatrze tak jak i w plastyce wszystko to, co wydaje się przypadkowe, może ułożyć się w sensowną całość. Tę tezę jednak nie do końca udaje mu się obronić.

Bohaterowie opowieści to grupa aktorów, którzy rozpoczynają próby komedii bulwarowej. Po wejściu do teatru okazuje się, że na scenie widać dość egzotyczną scenografię przedstawiającą nowe osiedle tajwańskich domków. Nie zrażeni tym artyści rozpoczynają próby. Z lubością cytują klasyków, roztrząsają po swojemu myśli filozofów. Jest mowa o kreatywności, twórczym impecie, a także przedsiębiorczości ludzi teatru.

Dowcipy nie zawsze są najwyższej próby, np. „Jesień w domu starców bywa śmiercionośna". W swych zachowaniach bohaterowie świetnie obnażają za to pustkę świata celebrytów.

Sceniczne postacie noszą imiona swych odtwórców, a czasami nawet ma się wrażenie, że grają ich własne wyobrażenie o sobie.

Reklama
Reklama

W Oli Aleksandry Koniecznej widać tęsknotę za światem Czechowa, Roma Gąsiorowska objawia w tym spektaklu tak rzadko prezentowany przez nią temperament komediowy. Nieco zagubiony we współczesności Rafał Maćkowiak świetnie pasowałby do onirycznego świata Brunona Schulza. Ironiczny dystans powyższych postaci kontrastuje z pokazanym bardzo serio patetycznym Tomaszem Tyndyka. Ale chyba aktor inaczej grać nie potrafi.

Spektakl zgrabnie wyreżyserowany przez Rene Pollescha jest jednak tylko zabawą z widzem. Zabawą i niczym więcej.

Tytuł „Jackson Pollesch" sugeruje nawiązanie do twórczości Jacksona Pollocka, jednego z najbardziej niepokornych malarzy amerykańskich. Choć stosował często nieprzewidywalne i spontaniczne techniki malarskie (kapanie farbą na płótno a potem jej rozpryskiwanie), twierdził, że nigdy nie traci kontroli nad tym, co robi.

Pollesch, tak jak Pollock, próbuje dowieść, że w teatrze tak jak i w plastyce wszystko to, co wydaje się przypadkowe, może ułożyć się w sensowną całość. Tę tezę jednak nie do końca udaje mu się obronić.

Reklama
Teatr
Klata reżyseruje „Krzyżaków”. Spektakl o narodowej sile czy zalążku katastrofy?
Materiał Promocyjny
Sieci kampusowe – łączność skrojona dla firm
Teatr
Chiny przejmują Rosję po scenie sądu w Warszawie
Teatr
Kożuchowska, Seniuk, Sarzyńska zagrają na wrocławskim dworcu PKP
Teatr
Robert Wilson nie żyje. Pracował z Lady Gagą, Tomem Waitsem, Danutą Stenką
Materiał Promocyjny
Bieszczady to region, który wciąż zachowuje aurę dzikości i tajemniczości
Teatr
Grażyna Torbicka: Kocham kino, ale kocham też teatr
Materiał Promocyjny
Jak sfinansować rozwój w branży rolno-spożywczej?
Reklama
Reklama