Komisja Europejska zaapelowała o wstrzymanie prac nad nowelizacją ustawy o sądach. Ocenia, że nowe przepisy zagrażają praworządności oraz są sprzeczne z unijnymi wartościami. PiS posłucha KE i wstrzyma się z dalszymi pracami czy wdroży przepisy zgodnie z planem?

Polska, wstępując do Unii, zobowiązała się przestrzegać określonych zasad. Są one zawarte w podpisanych i ratyfikowanych traktatach: traktacie o Unii Europejskiej i traktacie o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Konia z rzędem temu, kto znalazłby tam choćby cień uprawnienia Komisji Europejskiej do ingerowania w wewnętrzny proces legislacyjny państw członkowskich. Uznanie, że KE ma takie prawo, byłoby właśnie złamaniem praworządności.

KE sugeruje, aby reformy w sądownictwie władze polskie skonsultowały z Komisją Wenecką Rady Europy. Będą konsultacje?

Tego rodzaju decyzje są zupełnie poza moimi kompetencjami. Dotychczasowe doświadczenia raczej nie są zachęcające, ale – podkreślam – to nie ja będę o tym decydował.

Czytaj także: KE nie wyklucza wniosku do TSUE o zamrożenie przepisów dyscyplinarnych dla sędziów w Polsce

Po co PiS, skoro miało czystą kartę z nową KE, otworzyło nowe pole konfliktu z Brukselą?

To pytanie oparte na tezie, że mamy do czynienia z owym konfliktem.

A nie mamy?

Nie przesadzajmy, jest raczej dialog, wymiana opinii, czasami różnych, jak to z opiniami bywa. Potrzeba nowej ustawy była paląca – wywołała ją postawa części sędziów w sposób rażący podważających polski system prawny. Na przykład konstytucja wyraźnie stanowi, że powoływanie sędziów jest wyłączną prerogatywą prezydenta. Tymczasem znaleźli się sędziowie, którzy zaczęli według swojego widzimisię podważać status sędziowski innych sędziów. To groziło anarchią. Podobnie konstytucja wyraźnie stanowi, jakie są źródła prawa powszechnie obowiązującego – konstytucja, ratyfikowane umowy międzynarodowe, ustawy i rozporządzenia. Tymczasem znów część sędziów uznała, że orzeczenie TSUE jest źródłem prawa powszechnie obowiązującego rangi wyższej niż konstytucja. To jest bezprawie zapierające dech w piersiach, jeżeli dopuszczają się go osoby powołane do dbania o stosowanie prawa. Nie żyjemy w systemie anglosaskim, nie mamy prawa precedensowego. Wyroków sądów należy przestrzegać, ale wiążą one strony w danej sprawie, nie mają mocy zmieniania ustaw czy samej konstytucji.

Nie obawiacie się, że zaszkodzicie w reelekcji prezydentowi Dudzie?

Nie widzę podstaw do takiej obawy. Myślę, że większość Polaków widzi, jak „obrońcy praworządności" chcą łamać konstytucję, a „niezawiśli, apolityczni sędziowie" wiodą prym na opozycyjnych politycznych demonstracjach, i Polacy wyciągają z tego doświadczenia odpowiednie wnioski.

Andrzej Duda utożsamia się z przeprowadzanymi przez PiS zmianami w prawie?

To pytanie do pana prezydenta. Ze znanych mi publicznych wypowiedzi przedstawicieli Kancelarii Prezydenta wynika, że patrzy na nie przychylnie.

Czy zaangażowanie polityczne prof. Krystyny Pawłowicz na Twitterze nie jest zaprzeczeniem wdrażanych przez PiS przepisów o sądach, które dążą m.in. do apolityczności sędziów?

Trybunał Konstytucyjny to bardzo specyficzny sąd, bardziej instytucja z pogranicza władzy sądowniczej i ustawodawczej – wszak sądzi ustawy. Ostatnie wypowiedzi pani profesor nie odbiegają moim zdaniem od ugruntowanej w polskim systemie prawnym tradycji publicznych wystąpień członków trybunału, na przykład prof. Rzeplińskiego czy przewodniczącego Stępnia.

Prof. Andrzej Rzepliński jako członek TK był krytykowany przez PiS za publiczne wystąpienia, a PiS postulowało, że sędziowie nie powinni uprawiać polityki. Czy prof. Pawłowicz szkodzi PiS i powinna się wyciszyć politycznie i medialnie?

Pani profesor odeszła z czynnej polityki, nie jest członkiem PiS i bardzo ograniczyła swoją aktywność medialną. Nie wiem, co jeszcze miałaby zrobić...

Został pan pełnomocnikiem rządu ds. Centralnego Portu Komunikacyjnego. Jakie doświadczenie kierunkowe ma pan w dziedzinie budowy lotnisk i podobnych obiektów?

W samej budowie żadnego. Zostałem pełnomocnikiem rządu, a nie kierownikiem budowy. Moje zadania są polityczne – koordynowanie instytucji podległych różnym resortom, przygotowanie wieloletniego planu finansowego, przygotowanie nowelizacji ustawy itp.

A jakie zasługi ma pański poprzednik Mikołaj Wild, który został prezesem CPK?

Ogromne, przede wszystkim w przygotowaniu całej koncepcji CPK. Została przygotowana specustawa i powołana na jej podstawie spółka celowa. Przygotowano koncepcje budowy 1600 km nowych linii kolejowych, tzw. szprych. Mamy już rozstrzygnięty przetarg ramowy na firmy, które przygotują inwentaryzacje środowiskowe dla kolejnych inwestycji. Przejmuję funkcję pełnomocnika w momencie, gdy wszystko jest dobrze poukładane i przygotowane do dalszych prac.

Kiedy samoloty zaczną latać z CPK?

Oficjalny termin to koniec 2027 roku. To harmonogram bardzo ambitny. Osiągnięcie, które porównuję do zdobycia złotego medalu na olimpiadzie. Oczywiście z myślą o nim trenują setki i tysiące, a zdobywa go jeden. Żeby ten termin osiągnąć, wszystko musiałoby pójść idealnie, bez opóźnień. Tylko dlaczego od razu na starcie mamy zakładać, że coś pójdzie źle? Zrobimy, co się da, żeby terminu dotrzymać. W tym celu przedstawię m.in. w najbliższych tygodniach projekt nowelizacji specustawy o CPK – będzie zawierał również skrócenie i uproszczenie procedur administracyjnych, które mogłyby spowolnić inwestycję.

Z czego budowa będzie finansowana i jakie środki pochłonie?

Komponent lotniskowy szacowany jest w tym momencie na około 25 miliardów. Oczywiście w miarę precyzowania planów i zmian w cenach robót budowlanych ta suma może nieco się zmieniać. W lwiej części będzie on sfinansowany na zasadach komercyjnych. Nie przesądzę teraz, jaka dokładnie będzie konstrukcja finansowania – mogą to być kredyty, obligacje, emisja udziałów, różne instrumenty pochodne lub mieszanka wielu różnych instrumentów. W każdym razie będą to pieniądze z rynku. Główny koszt dla budżetu to inwestycje w infrastrukturę dojazdową, przede wszystkim kolejową i trochę drogowej. Drogi i linie kolejowe budujemy i teraz, ważne, żeby z czasem zaczęły się układać w spójny system transportowy skoncentrowany wokół CPK.

Czy fiasko lotniska w Radomiu nie jest dla PiS przestrogą, że powodzenie budowy CPK i jego rentowności jest zbyt dużym ryzykiem i obciążeniem dla budżetu państwa?

Rozbudowa lotniska w Radomiu postępuje. Z tym że Radom i CPK to zupełnie inna liga, inny rodzaj lotniska, inny rząd wielkości kosztów i przepustowości i zupełnie inny rodzaj obsługiwanego ruchu lotniczego. Przy czym lotnisko w Radomiu rozbudowywane jest przez przedsiębiorstwo „Porty Lotnicze", a CPK będzie budować spółka CPK. W obydwu przypadkach wydatki budżetu państwa na samo lotnisko są zerowe lub niewielkie w odniesieniu do całości nakładów. Raczej powinniśmy sobie odpowiedzieć na pytanie: jakie ryzyko i koszty ponieślibyśmy, nie budując CPK. Bo zasadniczo alternatywa dla CPK jest taka: albo stalowy gorset przepustowości Okęcia, który trwale upośledzi rozwój ruchu lotniczego w Polsce, wykluczy nasz kraj transportowo i będzie strzałem w kolano dla narodowego przewoźnika LOT – albo wyburzanie dzielnic Warszawy w celu ogromnej rozbudowy Okęcia. Czyli po prostu dla budowy CPK nie ma alternatywy. Całkiem nieudane lub niezbyt udane projekty budowy małych lotnisk mających funkcjonować w siatce połączeń „point to point" – to zjawisko znane w całej Europie – są argumentem za systemem w modelu „hub and spoke" czy też swojskiej „piasty i szprychy". CPK będzie taką właśnie „piastą".