Reporterzy tygodnika „Der Spiegel” natrafili na ślad cennego zbioru danych u 27-letniego Tobiasa Hucha, zajmującego się kodowaniem pornograficznych stron internetowych tak, by były dostępne wyłącznie dla dorosłych. Ale to nie Huch włamał się do komputerów Deutsche Telekom. Zdobył je w inny sposób i zwrócił właścicielowi, bojąc się konsekwencji prawnych. Nikt nie wie, ile kopii danych znajduje się jeszcze w nielegalnym obiegu.
Do kradzieży doszło dwa lata temu. Koncern powiadomił wówczas prokuraturę, szukał winnego również na własną rękę. Do tej pory go nie znalazł. Nie powiadomił jednak o tym swoich klientów, narażając ich tym samym nie tylko na niepożądane telefony.
„Któż by się oparł pokusie wykręcenia numeru Karla-Heinza Rummenigge, menedżera FC Bayern, by pogadać z nim sobie o rozgrywanym właśnie meczu albo perspektywie pogawędki z ministrem Horstem Seehoferem o kłopotach CSU?” - pyta „Spiegel” w swoim dzisiejszym wydaniu.
Jednak Rummenigge - podobnie jak żaden z ministrów - dotychczas nie skarżył się na niechciane telefony. W Telekomie uznano więc, że wykradzione dane po prostu gdzieś wyparowały i nie ma powodu straszyć klientów. Koncernowi nawet nie przyszło do głowy, że możliwość dostępu do danych przez przestępców czy ekstremistów stwarza ogromne zagrożenie dla bezpieczeństwa wielu osób. Dopiero, gdy dowiedział się o planowanej przez „Spiegel” publikacji, przyznał publicznie, że faktycznie doszło do kradzieży danych.
Natychmiast posypały się na niego gromy i rozległy żądania zaostrzenia przepisów ustawy o ochronie danych osobowych. Okazało się, że jeszcze na początku ubiegłego roku każdy pracownik Telekomu miał dostęp do informacji o klientach. Wystarczyło znać odpowiednie hasło, które nie było bynajmniej okryte tajemnicą.