Oprócz znanej z hollywoodzkich filmów liberalnej Ameryki wielkich miast – Nowego Jorku, San Francisco czy Los Angeles – jest jeszcze druga Ameryka. Bogobojna, hołdująca tradycyjnym wartościom i obyczajom. To właśnie tu, w niewielkich miasteczkach Południa i Środkowego Zachodu, Partia Republikańska i jej kandydaci na prezydenta cieszą się najwyższym poparciem.
Dla wielu mieszkańców tej części USA wizja wyborczego zwycięstwa Baracka Obamy jest wyjątkowo niepokojąca. Przede wszystkim chodzi o postępowe poglądy społeczne demokratycznego kandydata. Choćby takie jak poparcie dla aborcji na życzenie. Dla wierzących Amerykanów z prowincji takie poglądy są szokujące. – Katolicy głosujący na Obamę powinni się poważnie zastanowić, jeżeli chcą, by ich dusze zostały zbawione – powiedział w wywiadzie radiowym arcybiskup z Missouri Robert Finn.
Obawy wzbudza również radykalny jak na Amerykę program gospodarczy. Właśnie tej, „socjalistycznej twarzy” Baracka Obamy najbardziej boi się rodzina Pearsonów z Fredericksburga w Wirginii. – Obama pewnie podniesie podatki. Jeżeli wygra, to mogę się założyć, że za pół roku będziemy mieli poważne kłopoty – mówi telewizji CNN Sonny Pearson.
Jego żona prowadzi niewielką prywatną firmę i Pearsonowie obawiają się, że Obama będzie forsował politykę interwencjonizmu gospodarczego, który może zaszkodzić prywatnej inicjatywie. „Socjalistyczne zapędy” czarnoskórego senatora są według nich również zagrożeniem dla tradycyjnych amerykańskich swobód obywatelskich. – Im mniej rząd miesza się do życia ludzi, tym lepiej – tłumaczy Sonny.
Nie podoba mu się również wizja polityki zagranicznej Obamy, który zapowiada odejście od strategii George’a W. Busha. Chce wycofać wojska z Iraku i rozpocząć dialog z Iranem.