Komuniści nie wzięli udziału we wtorkowym głosowaniu, tłumacząc, że protestują przeciw „antynarodowej polityce” nowej władzy. Od września sprawuje ją prozachodni rząd premiera Vlada Filata.

Do wyboru prezydenta partiom prozachodnim zabrakło ośmiu głosów. Komuniści ostrzegli, że nie poprą „ani jednego kandydata wysuniętego przez rządzącą koalicję”. We wtorek był nim przewodniczący Demokratycznej Partii Mołdawii Marian Lupu. Teraz deputowani muszą wyłonić prezydenta w ciągu najbliższych 30 dni. W przeciwnym razie pełniący obowiązki głowy państwa przewodniczący izby Mihai Ghimpu rozwiąże parlament i ustali datę nowych wyborów.

Zgodnie z ordynacją mogą się one odbyć nie wcześniej niż na jesieni 2010 roku. Zdaniem mołdawskich ekspertów trudny do przezwyciężenia pat wzmacnia pozycję zwolenników wyboru głowy państwa w głosowaniu powszechnym.

– Ten pomysł forsuje sojusz „O integrację europejską”, który opowiada się za zmianami w konstytucji. To mógłby być także argument, by skłonić komunistów do ustępstw – mówi „Rz” Arcadie Barbarosie, szef Instytutu Polityki Społecznej w Kiszyniowie.

Po kwietniowych wyborach parlamentarnych, wygranych przez komunistów, doszło do zamieszek na ulicach Kiszyniowa. Potem nowy parlament dwukrotnie próbował wyłonić następcę prezydenta Vladimira Voronina, lidera komunistów. Nie udało się i doszło do rozwiązania parlamentu. Przedterminowe wybory odbyły się w lipcu. Wygrała prozachodnia opozycja. Zdaniem analityków Voronin liczy na rewanż w kolejnych przedterminowych wyborach.