Islamski Front Irańskiego Uczestnictwa (FPII) oraz Organizacja Mudżahedinów Rewolucji Islamskiej (OMRI) grupowały zwolenników byłego, umiarkowanego prezydenta Mohammada Chatamiego. Ich przywódców os- karżono o „osłabianie jedności narodowej i próbę wywołania podziałów wśród ludności”. Zostali skazani na sześć lat więzienia. Zakazano też wydawania dziennika „Bahar”, jednej z nielicznych niezależnych gazet, które ostały się po fali zeszłorocznych represji.

Irańscy opozycjoniści, którzy pozostają na wolności, donoszą o nasilających się represjach. Są śledzeni i podsłuchiwani, regularnie otrzymują pogróżki. – O kontaktach opozycji przez telefony komórkowe nie ma już mowy. Możemy się tylko spotykać, o ile uda nam się zmylić tych, którzy nas ciągle śledzą – powiedział brytyjskim mediom jeden z dysydentów. – Ostatnie wydarzenia pokazują, że władze irańskie mają ochotę na wprowadzenie systemu totalitarnego – mówi „Rz” dr Ali Ansari, specjalista ds. Iranu z instytutu spraw międzynarodowych Chatham House.

– Moim zdaniem to się jednak nie uda, bo reżim ma zbyt wiele kłopotów, głównie gospodarczych. Może więc być tak jak w Polsce w latach 80., gdy zakazano wszystkich niezależnych organizacji, ale władzy nic to nie dało – zauważa Ansari.

Współpracownicy przywódcy opozycji Mira Hosejna Musawiego podali, że nie mają już z nim bezpośredniego kontaktu. Choć Musawi pozostaje na wolności, jest ściśle nadzorowany przez służbę bezpieczeństwa, od dwóch miesięcy nie pokazuje się publicznie i tylko przy wyjątkowych okazjach wychodzi z domu. Ani on, ani jego żona Zahra Rahnawad nie mają dostępu do telefonu, a ich e-maile są kontrolowane. Około 150 opozycjonistom, w tym Chatamiemu, nie zezwolono też na wyjazd za granicę.

Opozycja zwraca uwagę, że w represjach przodują ochotnicze bojówki islamskie Basidż. Na ich wszechwładzę narzekają nawet zwolennicy rządu.