Anulowania dekretu żąda od Ghimpu koalicja rządząca – Sojusz na rzecz Integracji Europejskiej. Jeden z jej liderów Marian Lupu powiedział wczoraj, że sojusz postanowił anulować „skandaliczną decyzję”, gdyż nie była z nim konsultowana. Na znak protestu koalicjanci nie uczestniczyli w posiedzeniu parlamentu poświęconym sprawozdaniu komisji badającej zbrodnie komunistycznego reżimu.
Ghimpu nie zamierza jednak „potakiwać tym, którzy traktują 28 czerwca jako dzień wyzwolenia” (tego dnia w 1940 roku Armia Radziecka wkroczyła do rumuńskiej wówczas Mołdawii).
Ghimpu złożył kwiaty na pamiątkowym kamieniu w Kiszyniowie, w którego miejscu ma powstać pomnik ofiar reżimu stalinowskiego. Flagi na budynkach rządowych zostały opuszczone do połowy masztów.
– To nie jest akcja przeciwko Partii Komunistycznej i symbolom komunizmu, którego ofiarami padło wiele mołdawskich rodzin wywiezionych na Syberię. To nie jest także moja walka o elektorat – zapewnił. Na uroczystościach, które mają się odbywać co roku w Dniu Radzieckiej Okupacji, towarzyszyli mu wczoraj tylko jego koledzy z Partii Liberalnej. Zabrakło przywódców pozostałych trzech ugrupowań wchodzących w skład koalicji rządzącej. Zdaniem ekspertów może to świadczyć o tym, że znalazła się ona na granicy rozpadu. Oburzeni komuniści zaskarżyli dekret Ghimpu w Sądzie Konstytucyjnym. Twierdzą, że p.o. prezydenta przekroczył uprawnienia i powinien się podać do dymisji.
Nowe przepisy zbojkotowały władze autonomicznej Gagauzji. Ostro zareagowała Moskwa. Ministerstwo Spraw Zagranicznych Rosji okrzyknęło dekret bluźnierczym. I uznało go za „element planowej kampanii politycznej skierowanej przeciwko partnerstwu rosyjsko- mołdawskiemu”.