Przecież było to proizraelskie przemówienie - żali się Schulz dziennikowi "Die Welt". Ma na myśli swoje środowe wystąpienie przed Knesetem, które demonstracyjnie opuścił minister gospodarki i handlu Naftali Bennet wraz z kolegami partyjnymi z ugrupowania osadników żydowskich.
Posłowie Żydowskiego Domu po hebrajsku i niemiecku wykrzykiwali "Hańba!" i zarzucili mu kłamstwo.
Nie tylko radykałowie z ugrupowania osadników byli niezadowoleni.
Demonstracyjnie, jak napisał "Spiegel-Online", wstrzymał się od oklasków po przemówieniu Schulza premier Beniamin Netanjahu. Jego zdaniem Schulz - "jak wielu Europejczyków" - ma selektywne spojrzenie sytuację w regionie.
Poruszenie w Knesecie wywołał niewinny z pozoru temat wody. A ściślej jej dostępności. I to w kontekście konfliktu izraelsko-palestyńskiego.
Schulz spytał, jak może tak być, a powiedział mu o tym młody Palestyńczyk, że na jednego Izraelczyka przypada dziennie 70 litrów wody, a na Palestyńczyka jedynie 17 litrów.
Przyznał, że liczb nie sprawdził. Posypały się gromy. Netanjahu poradził niemieckiemu gościowi, by lepiej zapoznawał się z faktami przed wystąpieniami.
część Knesetu spekulacjami, czy "blokada Strefy Gazy przez Izrael" nie zmniejsza bezpieczeństwa państwa żydowskiego,choć miała je zwiększać.
Skrytykował też żydowskie osadnictwo na Zachodnim Brzegu Jordanu jako przeszkodę w bliskowschodnich rozmowach pokojowych.
Właśnie na Zachodnim Brzegu Jordanu - w pełniącym funkcję stolicy Autonomii Palestyńskiej mieście Ramallah - spotkał dzień przed wizytą w Knesecie palestyńskiego chłopca, który podrzucił mu temat dostępności do wody.
Niemieckie media są podzielone, na ile Schulz minął się z faktami. Konserwatywny "Die Welt" zarzuca mu naiwność i zaniedbania, wskazując na bardzo skomplikowany problem podziału wody w regionie, a odpowiedzialnością za blokadę Strefy Gazy częściowo obarczając i Egipt.
Łaskawszy jest lewicowo-liberalny "Spiegel" (Schulz jest socjalistą). Zdaniem gazety powinien się lepiej przygotować, jeżeli chodzi o liczby, ale zarzucanie mu kłamstwa jest przesadą. W zasadzie w sprawie wody ma rację.
Sam Schulz broni sie dziś, że nie może mówić tylko tego, co się wszystkim podoba, a poza tym przedstawia stanowisko całego Parlamanetu Europejskiego.
Zapewne nie bez wpływu na krytykę Schulza w Izraelu było to, że jest Niemcem. Wspomniany minister Naftali powiedział wprost: Nie godzimy się na niezgodne z prawdą i skierowane przeciw narodowi Izraela moralizowanie. Zwłaszcza po niemiecku.
A inny skrajnie prawicowy polityk, cytowany przez "The Times of Israel", stwierdził, że poparcie Schulza dla Palestyńczyków i to z trybuny Knesetu to "chucpa bez precedensu, i to 70 lat po Holokauście".
Schulz faktycznie przemawiał po niemiecku (można posłuchać na wystawionym wyżej filmie).
W przeszłości wystąpienia niemieckich polityków w Izraelu budziły nawet większe emocje. W 2008 roku część deputowanych Knesetu zbojkotowała przemówienie po niemiecku kanclerz Angeli Merkel. Eksperci uważają jednak, że większość izraelskich Żydów nie zżyma się już na dźwięk języka oprawców z Trzeciej Rzeszy.