Niektóre ograniczenia dotyczące np. używania pojazdów o zmroku obowiązywały w Bagdadzie już od czasu inwazji sił amerykańskich w 2003 r., zaś pełen zakaz poruszania się po ulicach między północą a 5 rano wprowadzono siedem lat temu. Nie uchroniło to czteromilionowego miasta przed plagą zamachów bombowych i terrorem samozwańczych organizacji zbrojnych.
Zapowiedź premiera wzbudziła zdziwienie ponieważ iracka stolica wciąż nie jest miejscem wystarczająco bezpiecznym. Tylko w tym tygodniu zamachowcy zabili 9 osób i ranili 25. Najtragiczniejszy w skutkach tegoroczny zamach został przeprowadzony zaledwie w zeszły piątek (12 zabitych).
Abadi przekonuje jednak, że bezpośrednie zagrożenie atakiem sił Państwa Islamskiego już minęło. Rzecznik premiera Rafid Jaburi przyznał. że jeszcze miesiąc temu władze poważnie obawiały się inwazji islamistów na stolicę, lecz wskutek strat poniesionych w ostatnich tygodniach nie mają oni dziś już wystarczających zdolności militarnych.
Premier najwyraźniej chce zademonstrować, że pod jego rządami życie - przynajmniej w stolicy - wraca do normy. Nie są to jedynie propagandowe przechwałki - od czasu gdy w sierpniu 2014 r. Abadi zastąpił nieudolnego i wywołującego liczne konflikty Nouriego al Malikiego siły bezpieczeństwa rozbroiły kilka zbrojnych „milicji", które w rzeczywistości zastraszały całe dzielnice stolicy a nawet porywały ludzi dla okupu. Zakazano przemarszów z bronią, a kilka tysięcy bojowo nastawionych ochotników wysłano na front walki z islamistami w prowincji Dijala.
„Demilitaryzacja" zgodnie z zapowiedzią ministerstwa spraw wewnętrznych objąć ma dzielnice Chadimija, Adhamija, Mansur and Saidija. Oznacza to, że nie wolno będzie się w nich poruszać z bronią, zlikwidowane zostaną punkty kontrolne różnych organizacji (najczęściej ochotniczych milicji szyickich), zaś prawo do rewizji i aresztowań mieć będzie miejscowa policja, która zastąpi służby bezpieczeństwa. W ostatnich miesiącach dzięki pomocy Amerykanów przeszkolono do służby kilka tysięcy irackich policjantów.