Reklama

Mężczyzna zaatakował maczetą policjantów w Charleroi. Państwo Islamskie bierze za to odpowiedzialność

Atak pod głównym komisariatem w belgijskim Charleroi to prawdopodobnie kolejny zamach terrorystyczny dokonany przez zwolenników dżihadu. Przyznało się do niego tzw. Państwo Islamskie.

Aktualizacja: 07.08.2016 21:49 Publikacja: 07.08.2016 19:08

Charleroi, Miejsce ataku.

Charleroi, Miejsce ataku.

Foto: PAP/EPA, Stephanie Lecocq

Doszło do niego w sobotę po południu. Mężczyzna uzbrojony w maczetę – jak ujawniono w niedzielę, imigrant z Algierii – zaatakował dwie funkcjonariuszki policji, wznosząc okrzyk „Allahu akbar" (Allah jest wielki), co zwykle w podobnej sytuacji czynią dżihadyści. Obie ranił. Początkowo podawano, że jedną ciężko w głowę, a drugą lżej. W niedzielę lokalne media pisały, że obie są ciężko ranne, ale ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

Jedna z policjantek o imieniu Hakima jest beligijską muzułmanką – podkreślali w mediach społecznościowych belgijscy muzułmanie. Nie jest jasne, czy zamachowiec zaatakował ją celowo, np. po to, by ukarać wyznawczynię islamu, która zdecydowała się na służbę w wymiarze sprawiedliwości w jednym z państw znienawidzonego przez dżihadystów Zachodu.

Główny komisariat w Charleroi (50 km na południe od Brukseli), podobnie jak wiele podobnych gmachów w Belgii, jest od marcowych zamachów w stolicy dodatkowo chroniony. Zamachowiec zaatakował przy wzniesionym w ostatnich miesiącach punkcie kontrolnym, gdy policjantki chciały skontrolować jego torbę. Trzeci policjant szybko zareagował na atak, wyciągnął pistolet i – opisywali mediom świadkowie – oddał kilka strzałów w kierunku zamachowca, raniąc go w pierś i nogę. Zamachowiec zmarł od odniesionych ran.

– Gdyby nie punkt kontrolny, mógł się wedrzeć do komisariatu i spowodować większe straty – mówił Paul Magnette, burmistrz Charleroi.

Władze Belgii, a także czołowe media tego kraju, ostrożnie informowały o ataku. Politycy, z premierem Charles'em Michelem na czele, przebywali na urlopie i wydawali w sobotę krótkie komunikaty za pomocą Twittera lub przez telefon. Szef rządu, odpoczywający na południu Francji, od początku wychodził z założenia, że zapewne był to zamach terrorystyczny.

Reklama
Reklama

Pierwsze informacje o sprawcy pojawiły się po niedzielnym spotkaniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Ale prokuratorzy podawali je ostrożnie, nie wymienili nazwiska (przy poprzednich zamachach nazwisk nie ukrywano), ograniczyli się do inicjałów K.B. Miał 33 lata, w Belgii mieszkał od 2012 roku. Był Algierczykiem (terroryści dżihadyści, którzy atakowali w ostatnim czasie Belgię i sąsiednią Francję, to w większości przybysze z Maghrebu – Maroka i Algierii, albo potomkowie imigrantów z tych krajów). K.B. był znany policji, ale jako pospolity kryminalista (co również częste wśród zamachowców dżihadystów).

200-tysięczne Charleroi już wcześniej było powiązane z zamachami dżihadystów – zarówno w Belgii, jak i we Francji. Mieszkanie wykorzystywane do spotkań terrorystów wynajmował tam Khalid el-Bakroui, który wysadził się 22 marca na stacji brukselskiego metra (zginęło 13 osób). W mieszkaniu znaleziono ślady organizatorów i uczestników zamachów na Paryż z listopada zeszłego roku – w tym Abdelhamida Abaaouda i Salaha Abdeslama.

Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1409
Materiał Promocyjny
Bankowe konsorcjum z Bankiem Pekao doda gazu polskiej energetyce
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1407
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1406
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1405
Materiał Promocyjny
Technologie, które dziś zmieniają biznes
Świat
Świat w cieniu Trumpa. „Spełnienie wieloletniego marzenia Kremla”
Materiał Promocyjny
Lojalność, która naprawdę się opłaca. Skorzystaj z Circle K extra
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama