Bezpośrednim powodem było wprowadzenie godziny policyjnej. Obowiązuje od minionej soboty wieczorem, od 21 do 4.30. Początkowo nie spodobało się to młodym ludziom w miejscowości Urk, 80 km od Amsterdamu. Kilkadziesiąt osób spaliło pierwszej nocy ośrodek pobrań próbek covidowych. Kolejnej już lepiej zorganizowana, za pomocą mediów społecznościowych, demonstracja w Amsterdamie zgromadziła półtora tysiąca uczestników. W Eindhoven spalono kilka samochodów policyjnych. Starcia z policją miały miejsce w ponad dziesięciu miastach.

W nocy z poniedziałku na wtorek płonął komisariat policji w Rotterdamie. W Amsterdamie uczestnicy zamieszek rozbili samochód policyjny. Słychać było eksplozje oraz bojowe okrzyki. Sceny jak z wojny domowej, do której porównał burmistrz Eindhoven wydarzenia w swoim mieście. – Policja zasługuje na nasz największy szacunek i otrzymuje pełne wsparcie. Zamieszki nie mają nic wspólnego z walką o wolność – napisał premier Mark Rutte na Twitterze.

W mediach poddano jednak krytyce strategię policji w niedzielę w Amsterdamie. Zgromadzenie było wprawdzie nielegalne, ale demonstracja przebiegała początkowo spokojnie. Policja postanowiła rozwiązać zgromadzenie za pomocą pałek, armatki wodnej, jednostki konnej oraz przy użyciu psów. Wtedy doszło do regularnych starć. Tego rodzaju działanie podwyższyło poziom emocji w następnych dniach. Spokój zapanował dopiero w nocy z wtorku na środę.

– Demonstracje są wyrazem buntu młodzieży, która została najbardziej dotknięta kryzysem. Wielu z tej grupy straciło pracę i nie widzi perspektyw – tłumaczyła francuskim mediom prof. Katia Rusinovic z haskiego uniwersytetu. Nakłada się to na ogólną frustrację, rozprzestrzenianie się rozmaitych teorii spiskowych i brak zaufania do rządu.

Katalizatorem zamieszek okazało się wprowadzenie godziny policyjnej, którą zarządzono po raz pierwszy od czasów okupacji niemieckiej w czasie II wojny światowej. Była to decyzja parlamentu podjęta większością dwóch trzecich głosów. Za naruszenie godziny policyjnej grozi kara grzywny w wysokości 95 euro. Rząd nalegał na takie rozwiązanie od chwili, gdy pojawiła się realna groźba rozprzestrzenienia się brytyjskiej mutacji wirusa. Nieco wcześniej wprowadzono zakaz lotów z Wielkiej Brytanii, RPA i Ameryki Południowej. Od połowy grudnia zamknięte są szkoły, restauracje. Obowiązuje też ograniczenie utrzymywania kontaktów osobistych do jednej osoby spoza własnej rodziny. Holandia ma 17 mln mieszkańców – do wtorku zanotowano 13,5 tys. zgonów związanych z koronawirusem.

Rząd Ruttego nie ma dobrych notowań w walce z pandemią. Holandia była ostatnim państwem, w którym rozpoczęto szczepienia – dopiero 8 stycznia. Mimo iż w kraju czekało już od wielu dni 175 tys. dawek. Rząd nie mógł się zdecydować, czy najpierw szczepić medyków zatrudnionych w szpitalach czy opiekunów ludzi starszych. Pojawiły się obywatelskie inicjatywy przejęcia szczepionek z magazynów rządowych i rozpoczęcia szczepień na własną rękę.

Od połowy stycznia premier Rutte pełni jedynie obowiązki szefa rządu do marcowych wyborów parlamentarnych. Dymisja gabinetu sprawującego władzę od 2017 roku jest konsekwencją skandalu wywołanego przez administrację skarbową. Oskarżyła ona bezzasadnie wiele rodzin o wyłudzanie przez ostatnie lata zasiłków na dzieci.