Korespondencja z Brukseli

We wtorek wygasło kontestowane przez Polskę rozporządzenie o obowiązkowych kwotach uchodźców, według którego nasz kraj miał przyjąć ponad 6 tys. osób z ogólnej liczby blisko 100 tys.

Rząd odmawiał wykonania tego obowiązku, przez co – podobnie jak Czechy i Węgry – naraził się na procedurę o naruszenie unijnego prawa.

Komisja Europejska wkrótce powinna skierować przeciwko nam wniosek do unijnego sądu, który może nałożyć na Polskę kary finansowe. Bo to, że rozporządzenie właśnie wygasło, nie oznacza wymazania winy: złamanie prawa nastąpiło.

Trzy wnioski

Co więcej, jak zauważył w środę Dimitris Awramopulos, unijny komisarz ds. migracji: „Solidarność nie kończy się z dnia na dzień".

Oznacza to trzy rzeczy. Po pierwsze, do obowiązkowego rozlokowania zostało jeszcze około 11 tys. uchodźców, zarejestrowanych w systemach włoskim i greckim przed 26 września 2017 r. jako osoby potrzebujące międzynarodowej ochrony.

Polska też może je przyjąć.

Po drugie, wspomniany mechanizm był tymczasowy. – Nie możemy polegać na takim rozwiązaniu. Na przyszłość trzeba zreformować system dubliński i właśnie teraz, gdy osłabła presja migracyjna, jest właściwy moment, żeby to zrobić – powiedział komisarz.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Ogłoszenie wyników konkursu już 28 września

Dowiedz się więcej

Wreszcie po trzecie, Bruksela proponuje, żeby zwiększyć skalę tzw. przesiedleń, który dotyczy osób niepróbujących się przedostać do Europy, ale oczekujących na decyzje azylowe w obozach dla uchodźców w krajach trzecich.

Polska konsekwentnie, mimo wcześniejszego wyroku sądu UE o legalności samego rozporządzenia z września 2015 r., odmawia przyjmowania uchodźców.

Oznacza to w praktyce tylko kary finansowe oraz straty polityczne w postaci niechęci innych państw do okazywania solidarności z Polską w dziedzinach dla nas ważniejszych niż migracja. Bo gdy zapadnie dotyczący nas konkretnie wyrok, sprawa prawdopodobnie już będzie bezprzedmiotowa.

Tych pozostałych 11 tys. uchodźców we Włoszech i Grecji albo zostanie już przyjętych przez inne kraje UE, albo poszuka szczęścia na własną rękę.

Nowa polityka azylowa

Znacznie ważniejszy jest dla nas los negocjacji w sprawie reformy tzw. systemu dublińskiego, czyli nowej europejskiej polityki azylowej. Komisja Europejska zaproponowała, żeby mechanizm obowiązkowych kwot był w nim wpisany na stałe i uruchamiany automatycznie zawsze wtedy, gdy następowałby kryzys migracyjny i pojedyncze graniczne kraje UE nie byłyby w stanie poradzić sobie z napływem uchodźców.

Bruksela argumentuje, skądinąd zasadnie, że to byłaby absolutnie wyjątkowa sytuacja, bo już teraz granice są coraz szczelniejsze, ma się rozwijać współpraca z krajami trzecimi na wzór umowy z Turcją, która zablokowała falę uchodźców do Grecji, wreszcie ma być zdecydowanie poprawiona tzw. polityka powrotów, czyli po prostu deportacja tych imigrantów, którzy azylu nie dostali.

Ale to nie zmienia faktu, że jednak w wyjątkowej sytuacji Polska mogłaby być zmuszona do przyjęcia określonej liczby uchodźców i na to rząd, zresztą nie tylko nasz, absolutnie nie chce się zgodzić.

Martwa propozycja stałych kwot

Obok Polski najgłośniej protestują Węgry, niezadowolone są też inne kraje Grupy Wyszehradzkiej. Wszystkie inne elementy nowego systemu praktycznie są uzgodnione, poza obowiązkowymi kwotami.

I choć teoretycznie decyzja w tej sprawie mogłaby zapaść większością głosów, to jednak od ponad roku żadna z kolejnych rotacyjnych prezydencji UE nie przedstawiła wniosku o głosowanie. Z nieoficjalnych rozmów z dyplomatami i politykami w Brukseli wynika, że ta część propozycji jest już właściwie martwa.

– Przed wyborami we Włoszech i na Węgrzech nie będzie żadnej istotnej dyskusji i żadnej decyzji w tej sprawie. A potem wszyscy po cichu o tym zapomną. Obowiązkowej relokacji nie będzie – mówi nam nieoficjalnie wysoki rangą polityk niemiecki. Wybory do parlamentu węgierskiego mają się odbyć najpóźniej wiosną 2018 r., do włoskiego – najpóźniej w maju 2018 r.

Jak podkreśla nasz rozmówca, to propozycja, która znów doprowadziłaby do głębokich podziałów w UE. Ale Niemcom też wygodnie wykorzystać ten pretekst w sytuacji, gdy tamtejsza centroprawica musi się zmierzyć z rosnącą w siłę antymigrancką AfD, która na pewno skrytykowałaby mechanizm legalizujący przekazywanie uchodźców poszczególnym państwom, już bez konieczności każdorazowego uzyskiwania ich zgody.

Znaczące jest to, że chociaż na konferencji prasowej w środę komisarz Awramopulos wspomniał o reformie systemu dublińskiego, to na konkretne pytanie, kiedy spodziewa się wejścia w życie stałego mechanizmu, nie odpowiedział już zbyt szczegółowo. – Apeluję do ministrów o znalezienie właściwej równowagi – powiedział. Wcześniej nadmieniał, że chodzi o równowagę między solidarnością i odpowiedzialnością. A ta może być przecież zapewniona różnymi metodami, niekoniecznie kwotami obowiązkowymi.

Dla chętnych

Bruksela stwierdza rzecz oczywistą: imigracja nie znika, choć chwilowo jej fala znacznie zmalała. Żeby zmniejszyć chęć potencjalnych imigrantów do niebezpiecznych podróży przez morza do Grecji czy Włoch, Komisja chce rozwijania tzw. przesiedleń.

W unijnej terminologii relokacja dotyczy przekierowania uchodźców już znajdujących się w UE do innych krajów Unii. O przesiedleniach mówimy natomiast wtedy, gdy osoby znajdujące się w potrzebie ochrony międzynarodowej są przesiedlane z krajów trzecich do państw Unii.

Ten system jest w UE dobrowolny i na razie przesiedlono w ten sposób 14 tys. osób do 11 krajów UE. Komisja Europejska chciałaby przesiedlenia kolejnych 50 tys. w ciągu dwóch lat.

Oferuje za to państwom przyjmującym kwotę 500 mln euro.