Anna Słojewska z Brukseli

– Pierwsza prezydencja jest zawsze okazją do pokazania się od dobrej strony i poprawienia swoich notowań – mówi „Rzeczpospolitej" Agata Gostyńska-Jakubowska, ekspertka think tanku Centre for European Reform w Londynie.

Według niej wszystkie dotychczasowe prezydencje nowych państw członkowskich (czyli tych, które dołączały do Unii od 2003 r.) były w miarę udane. W tym ostatnia – estońska – zakończona 31 grudnia 2017 r.

Afryka wyprzedza

Tym trudniej będzie wykazać się Bułgarii, której wizerunek pogarsza się już w pierwszych dniach rotacyjnego przewodnictwa. Głównie wskutek nierozwiązanych od lat problemów z korupcją i przestępczością zorganizowaną, czego kulminacją było zawetowanie przez prezydenta Rumena Radewa nowej ustawy o biurze ds. walki z korupcją. Zresztą i tak nowe prawo jest powszechnie uznawane za zbyt słabe, a tworzone biuro – za zbyt zależne od rządzących.

Prezydenckie weto prawdopodobnie zostanie jednak odrzucone przez parlament. Ale tak czy inaczej nadużywający władzy i wpływu nadal będą bezkarni.

Według Transparency International Bułgaria jest najbardziej skorumpowanym krajem Unii, a 1 na 5 dorosłych obywateli tego 7,5-milionowego kraju przynajmniej raz w życiu dał lub dostał łapówkę. Georgi Gotew, bułgarski dziennikarz pracujący od lat w Brukseli, wydawca strony internetowej Bulgarianpresidency.eu (krytycznie ocenianej przez rząd w Sofii), jest już teraz przekonany, że szansa na poprawę wizerunku, jaką każdemu daje sprawowanie prezydencji, na pewno zostanie zaprzepaszczona. – Zobaczymy jeszcze wiele skandali. Bułgaria jest krajem niefunkcjonującym dobrze, o tendencjach autorytarnych, gdzie nie ma wolności mediów – mówi w rozmowie z „Rzeczpospolitą". I przypomina ostatni ranking wolności mediów przygotowywany przez organizację Reporterzy bez Granic, gdzie krytykowana przez instytucje unijne Warszawa znalazła się na 46. miejscu, a Sofia – na 109. – Przed nami była prawie cała Afryka – zauważa.

Po wejściu w życie traktatu lizbońskiego rotacyjne prezydencje straciły część wpływów, szczególnie w dziedzinie polityki zagranicznej. Ciągle jednak mają one ważną rolę w zarządzaniu sektorowymi radami ministrów. Jedna z nich – rada ministrów ds. ogólnych – ma się zająć wnioskiem Komisji Europejskiej o uruchomienie wobec Polski artykułu 7 unijnego traktatu i stwierdzenie, że w naszym kraju zagrożona jest praworządność. – Bułgaria raczej nie będzie blokowała dyskusji w tej sprawie, bo będzie chciała pokazać, że dla niej praworządność jest ważna. Ale dla Warszawy, zresztą również dla innych w UE, będzie w tym niewiarygodna – uważa ekspertka CER.

Oskarżony sędzią

Autopromocja
30 listopada, godz. 12.00

Kto zdobędzie Zielone Orły "Rzeczpospolitej"?

Sprawdź szczegóły

Dyskusję i ewentualne głosowanie w sprawie praworządności w Polsce poprowadzi kraj, który od chwili wejścia do UE jest objęty nadzwyczajnym mechanizmem współpracy i weryfikacji, który jest niczym innym jak kontrolą Komisji Europejskiej nad postępami w reformowaniu sądownictwa oraz walką z korupcją i przestępczością zorganizowaną. Podobnym mechanizmem jest także objęta Rumunia.

– To faktycznie oznacza, że te kraje nie są pełnymi członkami UE. Cokolwiek Bułgaria zrobi w sprawie artykułu 7 i Polski, nie będzie wiarygodne – ocenia Georgi Gotew.

Dla Polski niepokojąca jest prorosyjska postawa Sofii. Media szeroko komentowały opinie rządu bułgarskiego z ostatnich dni 2017 r. o tym, że trzeba na nowo przemyśleć politykę sankcji wobec Moskwy. – Do tej pory Bułgaria nie wyłamywała się z większości, nie sądzę, by nastąpiło to teraz – mówi ekspertka CER. Ale zaleca uważne śledzenie niezwykle ważnej dla rosyjskich interesów nowelizacji dyrektywy gazowej, która miałaby uniemożliwić budowę Nord Stream 2. Bułgaria tradycyjnie wspierająca interesy Moskwy może tutaj grać po stronie ważnych sojuszników Gazpromu, w tym przede wszystkim Niemiec.

Inne ważne tematy najbliższych miesięcy to reforma strefy euro oraz reforma prawa azylowego. I znów rola Bułgarii będzie ograniczona, bo ani nie jest w strefie euro, ani w strefie Schengen. Tak więc nie ona, lecz raczej unijne instytucje będą odgrywały w tych sprawach kluczową rolę.

Zdaniem Gotewa zarówno prezydencja bułgarska, jak i zaplanowana na pierwsze półrocze 2019 r. prezydencja rumuńska będą okresem, gdy faktycznie rotacyjne przewodnictwo przejmie Komisja Europejska z jej przewodniczącym Jeanem-Claude'em Junckerem. – Na rękę są mu słabe prezydencje. Będzie mógł wtedy forsować swoją agendę, która stanie się jego politycznym testamentem – uważa Bułgar. Juncker już zapowiedział, że w 2019 r. nie będzie się ubiegał o kolejną kadencję na stanowisku szefa Komisji.