„Chrońcie dzieci”, „Nie chcemy wśród nas degenerata”– położone w pobliżu holenderskiej granicy niemieckie miasteczko Randerath jest oblepione plakatami z takimi napisami. Pod nimi podobizna 58-letniego Karla D., który 16 lat temu zwabił do mikrobusu dwie dziewczynki (14 i 15 lat) i pastwił się nad nimi kilka godzin. Później zaszył im wargi sromowe zwykłą igłą z nitką, po czym – związane sznurem – wyrzucił na szosie.
Podczas procesu nie przyznał się do winy ani nie wyraził skruchy. Był już wtedy recydywistą po kilkuletnim wyroku za gwałt na nieletniej. Z więzienia wyszedł przed rokiem i zamieszkał u brata w Randerath.
Od tego czasu życie w spokojnym miasteczku kompletnie się zmieniło. Na ulicach nie widać dzieci. Rodzice wożą je do szkoły i na zajęcia pozaszkolne. W szkole zostały zainstalowane specjalne urządzenia alarmowe. Dziewczęta i młode kobiety są pod stałym nadzorem starszych kolegów lub dorosłych. Przed domem, w którym zamieszkał Karl D., codziennie odbywają się demonstracje mieszkańców domagających się zmiany prawa karnego, która umożliwiłaby wsadzenie Karla D. za kratki.
– Wczoraj protestowaliśmy 330. raz – mówi Thomas Brauckmann, rzecznik komitetu społecznego. Przekonuje, że Karl D. to bomba z opóźnionym zapłonem: wkrótce wydarzy się nieszczęście. Obawia się tego również policja, 20 funkcjonariuszy codziennie obserwuje dom, w którym mieszka zwolniony gwałciciel. Kosztuje to władze 100 tysięcy euro miesięcznie.
Prokuratura nieraz występowała do sądu z wnioskiem o zastosowanie wobec Karla D. specjalnego środka zapobiegawczego, umożliwiającego osadzenie go w więzieniu. Wymiar sprawiedliwości, włącznie z Sądem Najwyższym, uznał jednak, że gwałciciel odsiedział już swoje i ma prawo mieszkać, gdzie chce. W grudniu Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu dopatrzył się uchybień w odwoływaniu się w Niemczech do instytucji prewencyjnego pozbawienia wolności (Sicherungsverwahrung) wobec osób stanowiących zagrożenie dla społeczeństwa. Wprowadzili ją naziści w 1933 roku. Dziś na tej podstawie w niemieckich więzieniach przebywa 400 osób, które już odbyły karę. –Dlaczego Karl D. musi przebywać na wolności? – pytają mieszkańcy Randerath.