Rz: Co zmiana sposobu wybierania prezydenta zmieni w czeskiej polityce?
Martin Ehl:
Nasza konstytucja nie przyznaje głowie państwa szerokich uprawnień, ale zarówno Vaclav Havel, jak i Vaclav Klaus mieli duży, nieformalny wpływ na politykę. Obecnie powszechne jest oczekiwanie, że wybór bezpośredni wzmocni legitymację prezydenta. Zresztą nawet same wybory w nowej formule traktowane są jako pewien eksperyment.
Czy wyborcom nie przeszkadza fakt, że dwaj główni kandydaci – Miloš Zeman i Jan Fischer – byli kiedyś w partii komunistycznej?
Ten argument podnoszony jest głównie w odniesieniu do Fischera. Zeman był w partii krótko, i to w okresie przed Praską Wiosną – za udział w niej go wyrzucono. Część wyborców poczytuje mu to nawet za zasługę. Natomiast Fischer pozostawał w szeregach komunistów aż do upadku starego systemu i ten wstydliwy wątek życiorysu jest mu rzeczywiście wytykany.
Czym można wytłumaczyć poparcie wielu polityków prawicy dla Zemana?
To pozostałość z czasów, gdy jako czołowy działacz socjaldemokracji współpracował z prawicą w ramach szerokiej koalicji. Podobnie wygląda poparcie dla Zemana ze strony Partii Socjaldemokratycznej, z której przecież już wystąpił. To stare znajomości, które mogą zaowocować w przyszłości.
Niektóre czeskie media podają w wątpliwość wiarygodność sondaży. Czy możliwe są jakieś niespodzianki?
Główne agencje sondażowe w ostatnich wyborach bardzo się pomyliły, stąd pytania o ich obecną wiarygodność. Na razie za pewnik uznałbym przejście Zemana do drugiej tury, natomiast można mieć wątpliwości co do kolejnych miejsc. Tu rzeczywiście niespodzianka jest możliwa.