Sankcje wobec Iranu, handel, działania G20, nowy międzynarodowy system walutowy – to tylko niektóre ważne tematy, jakie poruszył Nicolas Sarkozy podczas rozpoczętej dziś trzydniowej wizyty. Przede wszystkim jednak przyjechał po to, by odbudować nadwerężone za jego prezydentury stosunki ze wschodzącym światowym mocarstwem.
– Nie ma już dziś wielkich spraw, które dałoby się załatwić bez udziału Chin. Dlatego uczyniłem wzmocnienie naszych relacji z Chinami priorytetem naszej polityki zagranicznej – powiedział Sarkozy.
[srodtytul] Zapomnieć o gdańskim spotkaniu z Dalajlamą[/srodtytul]
Za rządów jego poprzednika Jacques’a Chiraca Paryż należał do politycznych sojuszników Pekinu. Obie strony głośno mówiły o potrzebie budowy „świata wielobiegunowego”, co było słabo zawoalowaną krytyką globalnej hegemonii USA.
Za Sarkozy’ego relacje Paryż – Pekin nie były już tak dobre, i to nie tylko dlatego, że nowy francuski przywódca nie ukrywał swych proamerykańskich sympatii. Rok 2008 okazał się dla stosunków dwustronnych najgorszy od dziesięcioleci. Zaczęło się od gwałtownych antychińskich wystąpień, jakie towarzyszyły przejazdowi znicza olimpijskiego przez Paryż.