Pięciu rywalom Aleksandra Łukaszenki w wyborach z 19 grudnia postawiono formalne zarzuty. Uładzimir Nieklajeu, Andrej Sannikau, Mikołaj Statkiewicz, Wital Rymaszeuski oraz Aleś Michalewicz zostali oskarżeni o organizację w dniu wyborów masowych zamieszek lub aktywny w nich udział. Podobne zarzuty usłyszeli lider Zjednoczonej Partii Obywatelskiej Anatol Lebiedźka, żona Andreja Sannikaua, znana dziennikarka Iryna Chalip oraz jeszcze kilkunastu opozycjonistów przebywających w areszcie białoruskiego KGB.
Za organizowanie zamieszek grozi do 15 lat pozbawienia wolności. Dla tych, którzy zostaną uznani za aktywnych uczestników, prokurator może się domagać kar od trzech do ośmiu lat.
Postawienie formalnych zarzutów było warunkiem przedłużenia prewencyjnego aresztu dla działaczy opozycji na najbliższe dwa miesiące. W czwartek kończył się bowiem maksymalnie dopuszczalny dziesięciodniowy termin ich przetrzymywania bez postawienia oskarżenia. – Nie oznacza to, że za dwa miesiące będą sądzeni – tłumaczy „Rz“ Walancin Stefanowicz, prawnik i ekspert białoruskiego Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiasna“. Stefanowicz przypomina, że wcześniej więźniowie polityczni na Białorusi czekali na rozprawę sądową nawet po pół roku.
– W areszcie KGB są poddawani presji psychologicznej – twierdzi Stefanowicz. Z jego informacji wynika, że np. Andrej Sannikau nie ma nawet swojej pryczy i śpi na podłodze.
Pomocy lekarskiej potrzebuje główny rywal Łukaszenki Uładzimir Nieklajeu. Po brutalnym pobiciu w dniu wyborów jego los przez tydzień nie był znany. Jego adwokat Tamara Sidarenka, którą w końcu dopuszczono na przesłuchanie, twierdzi, że stan zdrowia Nieklajeua fatalnie się pogorszył. Niebezpiecznie podskoczyło mu ciśnienie i tylko dzięki czujności współwięźniów udało się w porę wezwać pomoc. Sidarenka domaga się natychmiastowej hospitalizacji Nieklajeua, któremu grozi udar mózgu.