- Główna przyczyna katastrofy jest taka sama w obu raportach, podobnie jak wnioski dotyczące przygotowania lotniska czy załogi. Różnice biorą się z niechęci strony polskiej, która nie chce przyznać, że lot był wykonywany zgodnie z zasadami Federacji Rosyjskiej - podsumował Aleksiej Morozow, przewodniczący Komisji Technicznej MAK.
MAK: Nie zobaczyliśmy nic nowego w raporcie Millera
W konferencji nie uczestniczyła szefowa MAK Tatiana Anodina, obecni byli m.in. wiceszef komitetu Oleg Jermołow oraz przewodniczący Komisji Technicznej MAK Aleksiej Morozow.
- Nie zobaczyliśmy nic nowego w stosunku do naszego raportu, polska strona właściwie powtórzyła nasze komentarze. Śledztwo w sprawie lotu było prowadzone zgodnie z załącznikiem do konwencji chicagowskiej - powiedział Aleksiej Morozow. - W swojej pracy przestrzegaliśmy zasady niezależności i niezawisłości od organów państwowych zarówno Polski jak i Rosji, jako że MAK jest niezależną organizacją międzynarodową - dodał.
Jak opisywał Morozow, realizacja lotu ze strony rosyjskiej była przeprowadzana zgodnie z zasadami AIP (Aeronautical Information Publication) Federacji Rosyjskiej. Wady w stanie lotniska, które zostały zawarte w raporcie polskim, były dokładnie opisane także w raporcie MAK. Lotnisko smoleńskie Siewiernyj było otwarte i działające, a nie czasowo otwarte i działające, jak podaje raport polski, miało atest dopuszczający do jego używania.
MAK: Nasz raport nie ukrywa wad lotniska
- W pracy MAk nie mieliśmy na celu ukrywać wad w funkcjonowaniu lotniska czy wad w sprzęcie. Jednak te wady w sprzęcie i pracy kontrolerów nie miały wpływu na przyczyny katastrofy. Podobnie podaliśmy, jakie warunki pogodowe pozwalają na zamknięcie lotniska, ale to nie była ta sytuacja. Komisja przeprowadziła ocenę grupy kontrolnej lotu. Rezultaty tej oceny znajdują się w raporcie MAK. Faktu nacisków na grupę kontroli lotu nie odnotowano - powiedział Morozow.