Tak niektórzy interpretują wielkie manewry pod wodzą Amerykanów, które odbywają się teraz w sąsiadującej z Syrią od południa Jordanią. Bierze w nich udział ponad 8000 żołnierzy i obserwatorów wojskowych z USA, Jordanii i 17 innych państw zachodnich i arabskich.
Przy okazji przez media zachodnie przemknęła informacja, że Pentagon wysłał do Jordanii kilkuset żołnierzy, by "przygotowali scenariusz ewentualnej operacji militarnej w Syrii". W szczególności chodzi o "zabezpieczenie" arsenałów z syryjską bronią chemiczną.
"Wyzwolenie Syrii"
Najdalej w ocenie manewrów w Jordanii poszły media jemeńskie. Angielskojęzyczny portal "National Yemen" twierdzi, że to przygotowanie do obalenia Baszara Asada i "wyzwolenia Syrii".
Do tego wyzwolenia mają się przyczynić i jemeńscy żołnierze (po raz pierwszy od lat 80. biorący udział w operacji za granicą). Anonimowy dyplomata jemeński poinformował "National Yemen", że jest ich około tysiąca, a towarzyszą żołnierzom z Turcji, Iraku, Egiptu, Libanu, monarchii znad zatoki Perskiej oraz państw zachodnich.
Polski wątek
Co ciekawe, w jemeńskiej informacji, odwołującej się częściowo do niesprecyzowanych źródeł brytyjskich, pojawia się i Polska.
Polscy komandosi mają szkolić wraz z Amerykanami i Brytyjczykami (trójka jak w czasie wojnie w Iraku) jordańskie służby specjalne w celu odbijania zakładników w Syrii.
"Rz" zapytała ministra obrony Tomasza Siemoniaka, czy szykuje się szeroka koalicja wojsk arabskich i zachodnich do obalenia Baszara Asada i czy są w to zaangażowane polskie oddziały specjalne?
- Co do polskich wojsk - nieprawda - odpowiedział szef MON. Dodając, że o tym, czy inni się szykują, nie ma wiedzy.
Stare plany
- W Ammanie nie słychać o tym, by zachodnio-arabska koalicja szykowała się teraz do interwencji w Syrii. Może jemeńska Al-Kaida o tym marzy - żartuje w rozmowie z "Rz" Daud Kuttab, znany politolog i publicysta palestyński mieszkający w stolicy Jordanii.
Poważnie dodaje, że manewry były zaplanowane parę lat temu. Wtedy nie można było przewidzieć, że Baszar Asad przekroczy czerwoną linię (stosując broń chemiczną).
- Władze w Ammanie przyznają jednak, że Amerykanie szkolą komandosów jordańskich, by w razie czego wzięli udział w zabezpieczaniu broni chemicznej. To byłby oczywiście rodzaj interwencji, ale nie planuje się jej teraz. Doszłoby do niej, gdyby nagle się okazało, że sytuacja na froncie się zmienia i władza Baszara Asada upada. W okresie chaosu, związanego z obaleniem reżimu, broń chemiczna miałaby być chroniona przed radykałami, choćby z Hezbollahu. Wydarzenia w Syrii są nieprzewidywalne - mówi Kuttab.
Komandosi i Patrioty
Manewry "Eager Lion 2012" są przewidziane na 12 dni, wynika z oficjalnych wypowiedzi. Nie wiadomo dokładnie, kiedy się zaczęły, ale 25 czerwca ma się zacząć wycofywanie uczestniczących w nich wojsk amerykańskich, dowiedziała się agencja AFP.
Dziennikarzy zagranicznych dopuszczono do niektórych ćwiczeń. Na południu Jordanii w okolicy czerwonomorskiego portu Akaba obserwowali ćwiczenia z udziałem ośmiu myśliwców, helikopterów, 20 czołgów i 800 żołnierzy amerykańskich i jordańskich, używających prawdziwej amunicji. Potem pokazano im próby odbijania zakładników w wykonaniu komandosów jordańskich, irackich i amerykańskich (US Navy SEALs).
Amerykanie przysłali też na manewry baterie rakiet Patriot. Władze Jordanii mają nadzieję, że zostaną u nich dłużej.
Lew w Jordanii, Lew w Damaszku
"Washington Post" wspomniał, że amerykańscy wojskowi rozpatrują różne warianty w celu wyeliminowania zagrożenia związanego z bronią chemiczną, którą w dużej ilości posiada reżim Baszara Asada, a nawet - jak twierdzą Francuzi i Brytyjczycy - lokalnie użył jej przeciw powstańcom.
Jeden wariant to "rozlokowanie sił koalicji międzynarodowej" (terminologia przypominająca początek wojny w Iraku), które miałby pilnować arsenałów.
Inny to zbombardowanie arsenałów po to, by nie dopuścić, aby broń chemiczna nie wpadła w niepowołane ręce. Zapewne chodzi o ręce skrajnych islamistów, część z nich jest już w USA określanych mianem terrorystów.
Z tym że nie wiadomo, czy chodzi tylko o tych walczących przeciw Baszarowi Asadowi czy może wspierających go, ale zarazem zagrażających sojusznikowi Ameryki, Izraelowi - jak Hezbollah. Izraelskie media uważają, że manewry w Jordanii to "sygnał dla Asada".
Nazwa manewrów "Eager Lion" (skory czy chętny lew) miejscowym może się dodatkowo kojarzyć z syryjskim dyktatorem. "Asad" po arabsku znaczy "lew".
Współpraca Jędrzej Bielecki