Trudno dziś o większy kontrast niż między ulicami Aten i Rygi. I nie chodzi o pogodę. O ile grecka stolica jest systematycznie wstrząsana strajkami i paraliżem komunikacji, po zmroku lepiej nie zapuszczać się w boczne uliczki, a w bramach wielu kamienic śpią bezdomni, o tyle główne miasto Łotwy coraz bardziej przypomina Skandynawię dzięki rosnącej liczbie wyremontowanych kamienic, sprawnej komunikacji miejskiej i wielu dobrze ubranym przechodniom.
Oba kraje w ostatnich latach przeżyły porównywalny kataklizm ekonomiczny. W jednym i w drugim przypadku załamanie rynku nieruchomości i kryzys bankowy doprowadził do niespotykanego w czasach pokoju spadku dochodu narodowego: zarówno grecki, jak i łotewski stracił aż jedną czwartą swojej wartości, a oba państwa musiały prosić Brukselę o uratowanie przed bankructwem.