„Bezprawne korzystanie z państwowej ziemi stało się zjawiskiem powszechnym" – twierdzi NIK w raporcie, do którego dotarła „Rz". Co gorsza, wśród beneficjentów biorących dopłaty za bezumowne korzystanie z gruntów są też pracownicy rolnych agencji.
– To szczególnie naganne – ocenili kontrolerzy i zawiadomili o takich przypadkach ministra rolnictwa.
NIK zbadała 19 instytucji, w tym siedem oddziałów Agencji Nieruchomości Rolnych, cztery Regionalne Zarządy Gospodarki Wodnej i osiem Zarządów Melioracji i Urządzeń Wodnych.
„Najazdy" nasiliły się w ostatnich latach i przybrały wręcz zorganizowaną formę. „Grunty na terenie całego kraju zajmowane są przez spółki o podobnej nazwie, mające te same władze i siedzibę" – podaje raport.
Rekordziści zakładają nawet po kilkadziesiąt spółek, w tym na tzw. słupy, tylko po to, by obsiać ziemię i wziąć dopłatę. Tak zajmowanych było 3–4 tys. hektarów rocznie. – Najczęściej wiosną, na gruntach, które przez nas zostały przeznaczone do sprzedaży – mówi Grażyna Kapelko, rzecznik Agencji Nieruchomości Rolnych.
Interes jest dochodowy, a „piraci" zyskują podwójnie: nie płacą za korzystanie z ziemi i biorą unijne dopłaty. W cztery lata (2009 –2012 ) oskubali budżet na ponad 30 mln zł (nie płacąc za ziemię) i wzięli 76 mln zł unijnych dopłat.
Samowolnymi użytkownikami gruntów są głównie byli dzierżawcy (ok. 80 proc.), którym wygasła umowa, lub osoby, które zajęły niewykorzystane grunty – twierdzi NIK.
Według miesięcznika „Rolnik Dzierżawca" najsłynniejszy użytkownik państwowej ziemi to Piotr M., właściciel, współwłaściciel i przedstawiciel ponad 30 spółek. W 2012 r. bez umów użytkował ponad tysiąc hektarów ziemi należącej do pięciu oddziałów agencji.
Jak twierdzi NIK, rażące zaniedbania w gospodarowaniu państwową ziemią pozwalały na nadużycia. Urzędnicy agencji często nie wiedzieli, co mają. W 90 proc. badanych instytucji – czyli 17 z 19 – były przypadki użytkowania gruntów bez umów, a tylko połowa instytucji o tym wiedziała.
Co gorsza, bezprawnie korzystali z gruntów nawet sami pracownicy badanych przez NIK agencji. Takie przypadki były w ANR Olsztyn, Zarządzie Melioracji i Urządzeń Wodnych ZMiUW Elbląg i w Regionalnym Zarządzie Gospodarki Wodnej w Gdańsku.
Tak użytkowała ziemię będącą w zarządzie ANR w Olsztynie spółka, której udziałowcami byli pracownik biura powiatowego ARiMR i pracownik oddziału ANR. Inny urzędnik z olsztyńskiej agencji rolnej, który korzystał z gruntu bez umowy, wziął 133 tys. zł dopłat (w latach 2009–2012). Beneficjentem był też sołtys gminy na Pomorzu.
Według NIK urzędnicy zbyt mało robili, by pozbyć się z ziemi intruzów. Rzadko zgłaszali sprawy policji, zwlekali z naliczaniem opłat za korzystanie z ziemi bez umów.
Grażyna Kapelko zapewnia, że to już przeszłość, bo agencja ukróciła proceder, najazdy są dziś rzadkością, a ci, którzy korzystają z gruntów bez umów, słono za to płacą. – Dzięki zmianom przepisów agencja obciąża takie osoby pięciokrotnym czynszem dzierżawnym, a to może być nawet kilka tysięcy zł za hektar rocznie – wyjaśnia Kapelko.
NIK jednak podkreśla, że skala nadużyć wymaga działań. M.in. zmiany ustawy o płatnościach bezpośrednich tak, by osoba niebędąca właścicielem musiała wskazać inny tytuł prawny, na podstawie którego użytkuje ziemię i w związku z tym ubiega się o dopłaty unijne.